Od samego początku tego dnia przechodziłam obowiązkowe badania. Specjalnie wyznaczone do tego osoby badały niemal każdy skrawek mego ciała. Sprawdzali jak widzę, czy mam odpowiednią dykcję, czy koloryt mego ciała się zgadza. Wszystko tylko po to, by nie odejść od naszych standardów. Dodatkowo jako księżniczka musiałam zachować pewne normy, które zdecydowanie były wyższe od przeciętnych.
-Nadstaw rękę- wykonałam od razu polecenie. Nie wzdrygnęłam nawet ani przez chwilę, gdy wielka igła zniknęła pod mą skórą. Czułam ból, był naprawdę wielki, bowiem u nas nie bawili się w coś takiego jak delikatność. Każdego traktowali tak samo... W każdym razie my nic nie czujemy, tak przynajmniej powinno być.
W pełnym spokoju patrzyłam jak strzykawka napełnia się srebrzystą krwią. Zdawałaby się lśnić nawet od tego całego oświetlenia. W milczeniu czekałam na dalszy przebieg badań.
- Nachyl się do przodu, włosy na bok- wykonałam po raz kolejny polecenie a następnie zagryzłam mocniej język. Postarałam się by żaden mięsień nie drgnął na mej twarzy gdy kolejna igła wbijała mi się w głowę. Powoli odliczałam do czterdziestu by i to badanie dobiegło końca. Nie zważałam przy tym na ból jaki towarzyszył mi podczas tej czynności.
Igła w końcu została wyjęta a ja odetchnęłam delikatnie z ulgą. Zaraz jednak znów musiałam przybrać odpowiednią maskę na twarz bowiem przyszła kolej na zasklepianie wszelakich ran powstałych przy badaniach. Nie liczyłam już nawet ile miałabym dziur w swym ciele gdyby nie te specjalne wynalazki przyśpieszające regenerację. Najgorsze było to, iż te badania musiały być wykonywane co dziennie.
Opuszczenie tego miejsca miało swoje minusy, które oczywiście przeważały wszystko, ale plusem było to, że badania zostają ograniczone do minimum.
- Możesz wstać i się ubrać. - kobieta wróciła podając mi zestaw codziennych ubrań. Lekko mnie jeszcze mroczyło dlatego nie chciałam sama postawić kroku.
-Natychmiast niech ktoś mnie odprowadzi do mego pokoju- tym razem role się zamieniły, bowiem badania dobiegły końca. Po ubraniu się kobieta schyliła się nisko a następnie wystawiła rękę bym mogła się na niej wesprzeć.
Doskonale wiedziałam co mi podają, czułam chłód lekarstw krążący w żyłach do tej pory. Oni jednak na to nie narzekali, nie narzekałam zatem i ja.
W pokoju czekała kolejna służba. Musiałam teraz dokładnie się obmyć, wsmarować w swe ciało odpowiednie olejki chroniące skórę oraz zadbać resztę swego wyglądu. Niczym laleczka, dawałam ze sobą robić wszystko, każdy jednak dotyk palił mnie żywcem. Powodował odruchy wymiotne niemal. Po mimo pełnej sterylności, po mimo wiedzy, że każda z tych kobiet ma odpowiednie przeszkolenie, czułam obrzydzenie względem tej bliskości. Miałam oczywiście pełne prawo zrobić z nimi co tylko chciałam, gdyby zawiodły. Nie mogłam jednak od tak pozbywać się kolejnych służących bowiem ktoś musiał pracować tutaj, a uprowadzanie dodatkowych służących było kłopotliwe.
W końcu mogłam iść spotkać się z jednostkami rodzicielskimi, oczywiście nie w celu pożegnania się, czułości n i g d y nie wchodziły w grę jeśli chodzi o naszą rasę. Marnotrawstwo czasu. Ta dwójka starszych osobników musiała się upewnić iż jestem w pełni przygotowana. Każdy najmniejszy element musiał być idealny. Kontrola jak zawsze przebiegła sprawnie, kolejna z resztą w moim życiu.
Długa zielona suknia zaszeleściła gdy tylko poruszyłam się i udałam w stronę wyjścia z tych komnat. Wszędzie było biało, czysto, sterylnie. Wszędzie pracowały różnego rodzaju kamery, drony, nie było miejsca, w którym ich nie było. Król i królowa mieli wgląd w życie każdego.
Wsiadłam do swego pojazdu a następnie oddałam się w objęcia snu. Podróż jaka mnie czekała nie była wcale krótka. W dodatku leśne ostępy jakie dzieliły nas od tamtych ... osobników nie jednokrotnie wszystko utrudniały, wychodząc oczywiście na ich korzyść.
Mechaniczne zwierzęta na których poruszali się moi ludzie jak i również które ciągnęły mój pojazd, były wykonane z najwyższej jakości żelaza. Miejscami widać było różnego rodzaju koła zębate, śrubki, wszystko jednak poruszało się, żyło, dzięki naszym umiejętnościom. Precyzja leżała w naszej naturze.
Gdy się obudziłam pojazd się zatrzymał. Mechaniczne zwierzęta nie wydawały jednak żadnych dźwięków. Wszystko odbywało się w milczeniu. Chociaż bardzo chciałam, nie mogłam wjechać tam ze swoimi ludźmi, nie mogłam nawet tego pojazdu całego wziąć ze sobą. Mój majątek, czy raczej posag, miał dopiero przyjechać. Na całe szczęście mogłam wjechać tam na jednym ze swych wierzchowców.
Drzwi się otworzyły a ja starałam się zachować spokój. Wszystko było tam takie inne. Żywce, miało swoje zapachy, inną mentalność. Byłam rzucona w to wszystko od razu na głęboką wodę, bez cienia ulgi.
- Księżniczko ...- odezwał się jeden ze służących gdy przedłużałam całą tę chwilę. Chcąc nie chcąc musiałam wyjść. Wzięłam głęboki wdech i wydech a następnie powoli wysiadłam. Materiał ponownie się odezwał a wszelakie drogocenne ozdoby na mym ciele zaczęły pobłyskiwać od promieni słońca. Moje oczy piekły, skóra zdawała się już palić, chociaż ani jednego śladu na niej nie było. Mój nowy ... dom czekał.
- Wynocha. Dam sobie radę sama dalej. Przekażcie moim jednostką rodzicielskim iż dotarłam na miejsce, jak i również, że skontaktuję się z nimi w odpowiedniej chwili. To tyle.
Machnęłam ręką a następnie z drobną pomocą usadowiłam się na swoim wierzchowcu, bo przecież nie było opcji abym teraz szła na pieszo. Powoli ruszyłam w ich stronę. Wszyscy byli tacy wysocy... Jakże uroczy komitet powitalny. Naprawdę mój narzeczony wysłał swoje zwierzątka by mnie odebrać, nie raczył tego uczynić osobiście ...
Kasandrosi zniknęli a ja odprowadziłam ich spojrzeniem.
- Ruszajmy, jeśli tylko na mym ciele pojawi się jakaś skaza przez zbyt długie przebywanie na słońcu osobiście dopilnuję aby ktoś za to odpowiedział, i to odpowiednio. - w mym głosie nie brzmiał nawet cień litości, mówiłam bez jakichkolwiek uczuć. To nas właśnie charakteryzowało, a ja nie ważne jak bardzo zepsuta byłam, musiałam grać jak najlepiej.
Gdy się obudziłam pojazd się zatrzymał. Mechaniczne zwierzęta nie wydawały jednak żadnych dźwięków. Wszystko odbywało się w milczeniu. Chociaż bardzo chciałam, nie mogłam wjechać tam ze swoimi ludźmi, nie mogłam nawet tego pojazdu całego wziąć ze sobą. Mój majątek, czy raczej posag, miał dopiero przyjechać. Na całe szczęście mogłam wjechać tam na jednym ze swych wierzchowców.
Drzwi się otworzyły a ja starałam się zachować spokój. Wszystko było tam takie inne. Żywce, miało swoje zapachy, inną mentalność. Byłam rzucona w to wszystko od razu na głęboką wodę, bez cienia ulgi.
- Księżniczko ...- odezwał się jeden ze służących gdy przedłużałam całą tę chwilę. Chcąc nie chcąc musiałam wyjść. Wzięłam głęboki wdech i wydech a następnie powoli wysiadłam. Materiał ponownie się odezwał a wszelakie drogocenne ozdoby na mym ciele zaczęły pobłyskiwać od promieni słońca. Moje oczy piekły, skóra zdawała się już palić, chociaż ani jednego śladu na niej nie było. Mój nowy ... dom czekał.
- Wynocha. Dam sobie radę sama dalej. Przekażcie moim jednostką rodzicielskim iż dotarłam na miejsce, jak i również, że skontaktuję się z nimi w odpowiedniej chwili. To tyle.
Machnęłam ręką a następnie z drobną pomocą usadowiłam się na swoim wierzchowcu, bo przecież nie było opcji abym teraz szła na pieszo. Powoli ruszyłam w ich stronę. Wszyscy byli tacy wysocy... Jakże uroczy komitet powitalny. Naprawdę mój narzeczony wysłał swoje zwierzątka by mnie odebrać, nie raczył tego uczynić osobiście ...
Kasandrosi zniknęli a ja odprowadziłam ich spojrzeniem.
- Ruszajmy, jeśli tylko na mym ciele pojawi się jakaś skaza przez zbyt długie przebywanie na słońcu osobiście dopilnuję aby ktoś za to odpowiedział, i to odpowiednio. - w mym głosie nie brzmiał nawet cień litości, mówiłam bez jakichkolwiek uczuć. To nas właśnie charakteryzowało, a ja nie ważne jak bardzo zepsuta byłam, musiałam grać jak najlepiej.