czwartek, 20 kwietnia 2017

48.


Amarantha
Pogoda wcale nie robiła się coraz przyjemniejsza, wręcz przeciwnie. Miałam wrażenie iż panuje urwanie chmur. Inaczej nie dało się nazwać tego stanu. Śmiałam wątpić w to, czy ktokolwiek z mej rasy widział i czuł to tak, jak ja. Bariera dzięki której odcięliśmy się od natury zdecydowanie nie miała żadnych wyrw. Nie było zatem najmniejszej szansy, na "podziwienie" czegoś takiego.
Cicho westchnęłam nie mniej jednak, cały czas słuchałam gdy opowiadał mi o porach roku. Tak bardzo ... trudne warunki. Przecież wychodząc gdy na zewnątrz był taki gorąc z pewnością narażali się na oparzenia. Z kolei zbyt długie okresy opadów deszczu groziły zalaniem terenów niżej położonych. Zdecydowanie taka kopuła jak nasza była przydatna i wszystko optymalizowała i zmieniała w warunki idealne dla nas. No ale ... istoty które tutaj zamieszkiwały potrafiły sobie radzić. Nie miałam za bardzo pojęcia jak, ale z pewnością mieli swoje sposoby. W każdym razie, liczyłam, że nie będzie mi dane przebywać tutaj przy wysokich temperaturach, do tego czasu powinnam z wszystkim się wyrobić.
Pogoda pogarszała się coraz bardziej i bardziej. Nie byłam w stanie wyjść ... podziwu tak naprawdę. Przecież taka pogoda miała silne właściwości niszczycielskie, jak można było mieć na zewnątrz coś delikatniejszego, jakąś nawet konstrukcję przeznaczoną na wypoczynek, podczas gdy wystarczyłoby zalewie kilka takich burz i by było po wszystkim. To miejsce mało mi się podobało chociaż ... sama burza jak i te pioruny ... To było na swój sposób interesujące. Zwłaszcza, że wyładowania atmosferyczne przyprawiały mnie o bardzo dziwne ... mrowienie.  Niby to mrowiło, może trochę swędziała skóra ale ... energia jaka była wysoko nad nami intrygowała mnie coraz to bardziej.
Konstrukcja, właśnie ... Nie mieliśmy pewności co do jej wytrzymałości przez tą pogodę. Miałam ochotę zakląć w złości ale wstrzymałam swój język, bowiem coś takiego nie wypadało mi zdecydowanie. Dlatego tylko cicho westchnęłam a następnie potarłam sobie ramiona by nieco bardziej się rozgrzać. Robiło się coraz zimniej a nie wspomnę już o tym wietrze który miał w sobie naprawdę wielką siłę.
- Nie, pogoda nieco uniemożliwiła mi wykonanie niektórych rzeczy, to też gdy tylko będę miała okazję, planuję udać się do pałacu i w nim już zostać.- Chciałam jeszcze wykorzystać tę nieobecność mego narzeczonego ale nie miałam nawet jak. Sam pałac niezbyt na razie mnie interesował. Musiałam tak czy siak to przeczekać. Miałam tylko nadzieję, że w moim ciele dalej krążą lekarstwa i nie grozi mi jakaś choroba wywołana niegodnościami związanymi z pogodą. Nie uśmiechało mi się przechodzenie ponownie badań a też nie miałam pewności co do skuteczności tutejszych lekarstw.
Cicho westchnęłam ponownie pocierając swoje ramiona chociaż gęsia skórka już mi się pojawiła.
- Muszę przyznać, że to zjawisko jest naprawdę ... intensywne - brakowało mi tak naprawdę odpowiedniego słowa by to wyrazić - u nas stworzono warunki idealne do życia. Temperatura ... wilgotność ... to wszystko jest dopasowane do nas, nigdy tego nie zmieniają- przeczesałam palcami włosy by nieco je ułożyć ale wiatr już robił swoje. W dodatku to co miałam na sobie brzęczało za każdym razem gdy poruszone uderzało o siebie. - To moja pierwsza burza jak tak się zastanowię - konstrukcja wydała dosyć niepokojący dźwięk a ja się skrzywiłam z niezadowolenia. Niech to mi tylko śmie się na głowę zwalić. Wzrokiem zawędrowałam w stronę stropu który stworzony był  przez schody. Tu się wszystko trzymało ... Dalej, gdzie to było ... Coś tutaj się poluzowało ... Uniosłam nieco dłoń ku górze a ta sama bransoletka którą wcześniej zabiłam jednego ze strażników z mej dłoni zawędrowała w stronę dosyć chyboczącej się konstrukcji. Naprawa i tak całościowa nie była możliwa ale przytrzymanie by nieco stabilniej się trzymało już było czymś. Do czasu uspokojenia się pogody musiało wystarczyć. Cicho westchnęłam a następnie znów wróciłam spojrzeniem do tego, co rozgrywało się poza naszym schronieniem.