Seth
Słuchałem jej i naprawdę mogłem
uwierzyć, że robią coś takiego. Tylko oni byli zdolni do tego, żeby starać się
ujarzmić to, co nieujarzmione. Żeby podporządkować sobie nawet najdziksze i
najświętsze rzeczy na tyle, na ile uda im się do zrobić. Czy jednak pogłoski o
wielkiej stalowej konstrukcji rozciągającej się nad całą stolicą są prawdziwe?
Pewnie tak… Inaczej jakim cudem mogliby się przeciwstawić burzom?
– Niezła jako reprezentant –
odpowiedziałem tylko tak cicho, że mogła w ogóle nie dosłyszeć moich słów przez
łomot dookoła. Faktycznie dawno już nie widziałem tak gniewnej siły natury,
jaka się dzisiaj nam prezentowała. Spojrzałem w
ciemne niebo na horyzoncie i chciałem tylko zapytać, co się dzieje że
niebo aż tak się burzy. Niestety przez obecność księżniczki było to zupełnie
wykluczone.
Drgnąłem nerwowo, gdy powietrze
przeciął ze świstem mały mechanizm, ale nie skomentowałem tego ani słowem. Nie
miałem pojęcia, czy takie drobne ustrojstwo faktycznie mogłoby nam pomóc w
razie uderzenia piorunu w stalowe poręcze przymocowane do trybun, ale może
miało za zadanie ocalić tylko jedno istnienie w razie konieczności. I to zapewne
nie byłem ja.
Staliśmy w ciszy, już żadne z nas
jej nie przerwało. Wsłuchałem się w rytm natury. Robiło się coraz głośniej, aż
w jednym momencie po kilkunastu minutach wszystko zaczęło cichnąć. Najpierw
drobna zmiana, którą od razu wychwyciły moje uszy, a później stopniowo
spokojniej padał deszcz i wyraźnie oddalały się od Miasta pioruny i grzmoty.
Wszystko przeszło w drobną mżawkę, ale słońce już się nie pojawiło i wciąż było
ciemniej niż wynikało to z pory dnia. W dodatku powstały ogromne kałuże,
miejscami tworzące całe bajora i bagna – tam, gdzie teren opadał, po zachodniej
stronie zamku.
Zapytałem księżniczkę, czy
zamierza już wracać do zamku, a kiedy potwierdziła, ruszyłem za nią. Tysiące
drobniutkich kropelek natychmiast uderzyło w moje ciało i, choć były mniej
natarczywe, od razu przemoczyły tkaniny ubrań. Wróciłem się pospiesznie po
resztę stroju i dogoniłem dziewczynę niemal w połowie drogi, tak szybko się
poruszała. Miałem nadzieję, że teraz zwyczajnie oddalę się do swojej części, do
pokoju, w którym tak rzadko przebywałem w ciągu dnia. Że położę się na materacu
i rozciągnę się na nim, a może nawet pozwolę sobie na drzemkę.
Wielkie było moje zdziwienie, gdy
zauważyłem przed zamkiem mechaniczny powóz Justala. Byłem pewien, że właśnie
nim wybrał się do innego Dzikiego Miasta. Czy to możliwe, żeby już wrócił?
Musiał pojechać jeszcze wczorajszej nocy, zapewne po kolacji, ale wciąż było
trochę za wcześnie jak na powrót. Może to myśl o czekającej na niego kochanej
kurze domowej tak go przyspieszyła, pomyślałem z satysfakcjonującym sarkazmem.
Wszedłem do pałacu zaraz za księżniczką, wciąż ściskając w jednej ręce i tak
już kompletnie mokry płaszcz i kamizelkę i stanąłem gwałtownie niemal w samym
progu.
Stała tam Vashiryjka, której
nigdy nie widziałem w tym zamku. Oczywiście, to nie byłby rzadki widok, ot nowa
służąca, a moje zdziwienie byłoby nieuzasadnione, gdyby nie jeden drobny dla
postronnego obserwatora szczegół.
U jej pasa wisiała broń, smukła,
lekko wygięta katana błyszcząca w świetle sztucznego światła wielkiego hallu.
Nosiła ją tak naturalnie, jakby zawsze tam była. Moje spojrzenie zatrzymało się
na jej tęczówkach i na ułamek sekundy moje serce przestało bić. Liczyłem na to,
że zobaczę tam Mei. Ale to nie była ona. Oczywiście. Przecież ona nie żyła.
Kobieta niemal mojego wzrostu również popatrzyła prosto na mnie, chłodnym, obojętnym
wzrokiem. Choć stała kilka metrów ode mnie, zauważyłem w jej oczach dziwny
blask, na ułamek sekundy.
Miałem wrażenie, że ktoś ścisnął
moją pierś stalową obręczą, z której nie da się wydostać. Nie mogłem nabrać
tchu, nie mogłem zrobić kroku w przód ani się cofnąć. Stałem tak i gapiłem się
na nią, a ona patrzyła na mnie.
Przez całe swoje życie spotkałem
najwyżej kilku mężczyzn Vashirów z Kontraktem. Ta kobieta… Była zaledwie drugą.
Dopiero po chwili wróciła do mnie
zdolność odbierania innych bodźców zewnętrznych. Zauważyłem samego Justala,
który nie patrzył w ogóle w moim kierunku, za to właśnie uśmiechał się
drapieżnie po czymś, co powiedział, pewnie na przywitanie do swojej narzeczonej.
Wspominając o niej, dopiero sobie przypomniałem, że przyszedłem tu z nią… Przez
szok, jaki wywołał we mnie widok Vashiryjki stanąłem trochę za blisko, co teraz
pospiesznie naprawiłem, robiąc drobny krok w lewą stronę.
Tak, że znalazłem się bliżej
fascynującej kobiety. Jej dłoń spoczywała na rękojeści, nie mogłem tego nie
zauważyć. Miałem wrażenie, że bicie mojego serca słyszy teraz każdy w pałacu.