piątek, 21 kwietnia 2017

49.



Seth

Słuchałem jej i naprawdę mogłem uwierzyć, że robią coś takiego. Tylko oni byli zdolni do tego, żeby starać się ujarzmić to, co nieujarzmione. Żeby podporządkować sobie nawet najdziksze i najświętsze rzeczy na tyle, na ile uda im się do zrobić. Czy jednak pogłoski o wielkiej stalowej konstrukcji rozciągającej się nad całą stolicą są prawdziwe? Pewnie tak… Inaczej jakim cudem mogliby się przeciwstawić burzom?
– Niezła jako reprezentant – odpowiedziałem tylko tak cicho, że mogła w ogóle nie dosłyszeć moich słów przez łomot dookoła. Faktycznie dawno już nie widziałem tak gniewnej siły natury, jaka się dzisiaj nam prezentowała. Spojrzałem w  ciemne niebo na horyzoncie i chciałem tylko zapytać, co się dzieje że niebo aż tak się burzy. Niestety przez obecność księżniczki było to zupełnie wykluczone.
Drgnąłem nerwowo, gdy powietrze przeciął ze świstem mały mechanizm, ale nie skomentowałem tego ani słowem. Nie miałem pojęcia, czy takie drobne ustrojstwo faktycznie mogłoby nam pomóc w razie uderzenia piorunu w stalowe poręcze przymocowane do trybun, ale może miało za zadanie ocalić tylko jedno istnienie w razie konieczności. I to zapewne nie byłem ja.
Staliśmy w ciszy, już żadne z nas jej nie przerwało. Wsłuchałem się w rytm natury. Robiło się coraz głośniej, aż w jednym momencie po kilkunastu minutach wszystko zaczęło cichnąć. Najpierw drobna zmiana, którą od razu wychwyciły moje uszy, a później stopniowo spokojniej padał deszcz i wyraźnie oddalały się od Miasta pioruny i grzmoty. Wszystko przeszło w drobną mżawkę, ale słońce już się nie pojawiło i wciąż było ciemniej niż wynikało to z pory dnia. W dodatku powstały ogromne kałuże, miejscami tworzące całe bajora i bagna – tam, gdzie teren opadał, po zachodniej stronie zamku.
Zapytałem księżniczkę, czy zamierza już wracać do zamku, a kiedy potwierdziła, ruszyłem za nią. Tysiące drobniutkich kropelek natychmiast uderzyło w moje ciało i, choć były mniej natarczywe, od razu przemoczyły tkaniny ubrań. Wróciłem się pospiesznie po resztę stroju i dogoniłem dziewczynę niemal w połowie drogi, tak szybko się poruszała. Miałem nadzieję, że teraz zwyczajnie oddalę się do swojej części, do pokoju, w którym tak rzadko przebywałem w ciągu dnia. Że położę się na materacu i rozciągnę się na nim, a może nawet pozwolę sobie na drzemkę.
Wielkie było moje zdziwienie, gdy zauważyłem przed zamkiem mechaniczny powóz Justala. Byłem pewien, że właśnie nim wybrał się do innego Dzikiego Miasta. Czy to możliwe, żeby już wrócił? Musiał pojechać jeszcze wczorajszej nocy, zapewne po kolacji, ale wciąż było trochę za wcześnie jak na powrót. Może to myśl o czekającej na niego kochanej kurze domowej tak go przyspieszyła, pomyślałem z satysfakcjonującym sarkazmem. Wszedłem do pałacu zaraz za księżniczką, wciąż ściskając w jednej ręce i tak już kompletnie mokry płaszcz i kamizelkę i stanąłem gwałtownie niemal w samym progu.
Stała tam Vashiryjka, której nigdy nie widziałem w tym zamku. Oczywiście, to nie byłby rzadki widok, ot nowa służąca, a moje zdziwienie byłoby nieuzasadnione, gdyby nie jeden drobny dla postronnego obserwatora szczegół.
U jej pasa wisiała broń, smukła, lekko wygięta katana błyszcząca w świetle sztucznego światła wielkiego hallu. Nosiła ją tak naturalnie, jakby zawsze tam była. Moje spojrzenie zatrzymało się na jej tęczówkach i na ułamek sekundy moje serce przestało bić. Liczyłem na to, że zobaczę tam Mei. Ale to nie była ona. Oczywiście. Przecież ona nie żyła. Kobieta niemal mojego wzrostu również popatrzyła prosto na mnie, chłodnym, obojętnym wzrokiem. Choć stała kilka metrów ode mnie, zauważyłem w jej oczach dziwny blask, na ułamek sekundy.
Miałem wrażenie, że ktoś ścisnął moją pierś stalową obręczą, z której nie da się wydostać. Nie mogłem nabrać tchu, nie mogłem zrobić kroku w przód ani się cofnąć. Stałem tak i gapiłem się na nią, a ona patrzyła na mnie.
Przez całe swoje życie spotkałem najwyżej kilku mężczyzn Vashirów z Kontraktem. Ta kobieta… Była zaledwie drugą.
Dopiero po chwili wróciła do mnie zdolność odbierania innych bodźców zewnętrznych. Zauważyłem samego Justala, który nie patrzył w ogóle w moim kierunku, za to właśnie uśmiechał się drapieżnie po czymś, co powiedział, pewnie na przywitanie do swojej narzeczonej. Wspominając o niej, dopiero sobie przypomniałem, że przyszedłem tu z nią… Przez szok, jaki wywołał we mnie widok Vashiryjki stanąłem trochę za blisko, co teraz pospiesznie naprawiłem, robiąc drobny krok w lewą stronę.
Tak, że znalazłem się bliżej fascynującej kobiety. Jej dłoń spoczywała na rękojeści, nie mogłem tego nie zauważyć. Miałem wrażenie, że bicie mojego serca słyszy teraz każdy w pałacu.