Seth
Na ułamek sekundy serce
zatrzepotało mi w klatce piersiowej, gdy usłyszałem że dziewczyna chce się już
oddalić. Wsunąłem zgrabnie miecz do pochwy z cichym brzdękiem. Na końcu języka
miałem: „Tak jest, pani”, kiedy nagle na policzku poczułem pierwszą kroplę
deszczu. Wiatr od razu ją strząsnął, ale jej miejsce zajęły kolejne i
zrozumiałem, że już za późno na ucieczkę. Do pałacu stąd szło się około
dziesięciu minut, wątpliwe żeby chciała moknąć w deszczu przez całą drogę
powrotną.
Moje przypuszczenia natychmiast
się sprawdziły. Odprowadziłem ją spojrzeniem, kiedy skierowała się szybkim
krokiem w stronę podupadłych trybun. Jeszcze przez chwilę stałem w miejscu i
pozwalałem, żeby coraz większe, cięższe i częstsze krople spadały mi na włosy i
na ramiona. Spojrzałem w niebo. Było zachmurzone i gniewne, dookoła zrobiło się
ciemno kiedy słońce ostatecznie się za nimi schowało. Wiatr nie przestawał
dudnić.
Pozwoliłem sobie na głębokie
westchnienie, po czym ruszyłem za nią, znacznie wolniej, pozwalając aby woda
popłynęła strużkami po moim nagim torsie i plecach, aby kompletnie zmoczyła
włosy i przykleiła mi je do karku oraz do czoła. Koszulkę i płaszcz zostawiłem
przed treningiem w innej części areny, na ławeczce, mogłem więc mieć pewność,
że pozostaną one względnie suche. Podszedłem do księżniczki, która skryła się
pod konstrukcją trybun. Objąłem ją krytycznym spojrzeniem, wciąż stojąc na
deszczu i mogłem tylko mieć nadzieję na to, że się na nas nie zawali podczas
burzy.
Przymknąłem powieki, odchyliłem
lekko głowę i na ułamek sekundy pozwoliłem sobie na połączenie się z wściekłym
żywiołem. Czułem wodę płynącą po twarzy i zbierającą się w kącikach oczu,
tworzącą w nich małe sadzawki. Mimo przejmującego zimna czułem się przez chwilę
wolny. I potężny. Miałem siłę, żeby wszystko zmienić, wszystko naprawić.
Na ziemię ściągnął mnie głos
dziewczyny. Nie bez żalu wszedłem w końcu pod trybuny – choć i te przeciekały w
tylu miejscach, że ciężko było znaleźć całkowicie suche miejsce.
– Zasadniczo mamy trzy pory
roku, pani – odpowiedziałem, tłumiąc kolejne westchnięcie. Robiłem się
sentymentalny przez takie chwile sam na sam z siłami przyrody, jak ta przed
chwilą. – Pora sucha, kiedy temperatury sięgają czterdziestu stopni w cieniu i
praktycznie nie da się uprawiać roślin na spieczonej od słońca ziemi. Pora
deszczowa to taki czas, gdy niemal bezustannie pada równomierny deszcz, a
słońce znika czasem na wiele dni, ale nie ma burz. Teraz znajdujemy się w
trzeciej porze – przejściowej. Charakteryzują ją nagłe zmiany atmosferyczne i burze
takie jak ta – wytłumaczyłem, wbijając wzrok w ziemię przed swoimi stopami. –
Ich długość trwania zmienia się w czasie i jest raczej nieprzewidywalna.
Wszystko to dla mnie było
naturalne, było częścią ten ziemi i prawdopodobnie pierwszą rzeczą, o której
uczą się mali Vashirzy. Nie musiałem jej mówić, że wiele z nas czuje z
wyprzedzeniem mniej więcej to, co planuje natura. Pora przejściowa w tym cyklu
zdaje się być gwałtowniejsza niż zwykle… I mam przeczucie, że będzie trwała
dłużej niż zazwyczaj, może się rozciągnąć nawet do kilkunastu tygodni.
Huk wiatru połączony z bębnieniem
deszczu i coraz częstszymi, głośniejszymi i bliższymi grzmotami powodował
niezły hałas. Dodatkowo deszcz przeszedł w wściekły grad – teraz stanie w nim
nie byłoby już przyjemnością. Niebo sczerniało i zrobiło się po prostu ciemno,
jakby już dawno zapadł zmierzch. A dopiero dochodziła piąta.
– Miejmy nadzieję, że ta
konstrukcja wytrzyma jeszcze jedną nawałnicę – mruknąłem pod nosem, zerkając na
strop w kształcie schodków. Boki również były osłonione ścianami, nie byliśmy
więc tak bardzo wystawieni na wiatr. Przeniosłem wzrok ponownie gdzieś w
okolicę prawego ramienia księżniczki. – Czy wasza wysokość ma jeszcze jakieś
plany na dzisiaj? – zapytałem wręcz służalczym tonem, którego nie cierpiałem. –
Wydaje się, że deszcz utrzyma się już do wieczora, choć zasadnicza burza może
się skończyć w przeciągu trzydziestu minut – poinformowałem.