środa, 19 kwietnia 2017

46.

Amarantha

Burza ...  W pamięci spróbowałam przywołać obrazy tego zjawiska ale nawet wśród obrazów pochodzących z ekranów, nie widziałam jej. Z pewnością gdzieś czytałam o niej ale nie miałam do tej pory okazji jej podziwiać z bliska. Nawet jeśli to była natura, coś niezgodnego z moją naturą mechaniczną, to chciałam tutaj zostać. Chciałam zdecydowanie to poczuć, nawet jeśli tym samym tylko bardziej bym stawała się wadliwa.
Gdy tylko usłyszałam mężczyznę, zaraz skupiłam na nim swój słuch lecz jeszcze nie odrywałam swego spojrzenia od nieba. Po prostu go słuchałam.
Nieco obróciłam się w jego stronę tak by móc go dobrze widzieć.
- Nie chciałabym jeszcze ... - mruknęłam słabiej z opóźnieniem co prawda zdając sobie sprawę z doboru słów. W każdym razie naprawdę jeszcze nie chciałam iść. Z tym, że musiałam wziąć pod uwagę to, że ulewa to nie deszczyk. Nie miałam naprawdę pojęcia jak ... silne mogą być tutaj wyładowania atmosferyczne. 
Zła zagryzłam wargę rozważając ostatecznie co ze sobą zrobić. Iść czy może zostać, póki był czas ale... gdy tylko ujrzałam błyskawicę coś postanowiłam sprawdzić. Kiedyś coś przeczytałam o tym.
- Raz, dwa ... trzyy... - i bum. Nastąpił grzmot a ja się skrzywiłam. Zdecydowanie było bardzo blisko. Chyba pora się ruszyć, nie było czasu na gadanie. Poza tym już widziałam co się stanie z tą suknią kiedy tylko pozwolę jej zmoknąć.
- Chyba jednak koniec dla mnie na dziś -Jak na złość, zaczęło dokładnie wtedy padać.  Pierwsze krople nie były złe ale ... nie miałam zbyt wiele czasu by zareagować. Nie mogłam sobie pozwolić by całkowicie przemoknąć. Powodem chociażby było to, co miałam akurat na sobie i nie mowa tu tylko o materiale a o mechanizmie. Zazwyczaj są one tak robione by woda im nie szkodziła ale wolałam nie sprawdzać czy wszystko dokładnie jest zabezpieczone. Oczywiście w naszych warunkach nie potrzebowały czegoś takiego ale tutaj ... nie, nie mogłam zdecydowanie tego sprawdzać. Szybko umknęłam pod trybuny by schronić się przez takimi ilościami deszczu jakie lały się z nieba. Miał rację, teraz zaczęła się właśnie ulewa a hektolitry wody spadały na ziemię. Nie byłam pewna czy przypadkiem nie zaleje za bardzo tego miejsca, jeśli ten stan potrwa dłużej. W myślach odnotowałam nowe zadanie dla siebie, mianowicie odnowa jakaś tego miejsca. I tak najpóźniej jutro wieczorem powinien przyjść po części mój posag dla narzeczonego, w skład którego wchodziły kosztowności w postaci wszelakich szlachetnych kamieni, pieniędzy, złota no i również odzienia. Jeśli już ten pałac miał być zadbany to chciałam aby całość taka była, poza tym również to miejsce może być ... użyteczne.
Kolejny grzmot pojawił się a ja po części cieszyłam się z tego, że nie udało mi się uciec na czas. Mogłam być sucha, powiedzmy, i oglądać to co chciałam. Mogłam  oglądać, mogłam też rękę wystawić i poczuć chłodne krople na mej dłoni. Uczucie w sumie nie było jakieś wielce przedziwne, nie mniej jednak odczuwałam przyjemność z przebywania tutaj.
Me spojrzenie zawędrowało teraz w stronę sługi, który był niedaleko mej osoby.
- Jak często tutaj pogoda się zmienia?- musiałam mówić nieco głośniej by dało się mnie usłyszeć przez ten wiatr i dźwięk deszczu uderzającego o ... o wszystko tak właściwie.