sobota, 8 kwietnia 2017

24.

Amarantha

      Nie marnując już dłużej czasu tutaj, odepchnęłam się od ściany a następnie ruszyłam w stronę wyjścia z tego pomieszczenia. Mój żołądek coraz bardziej dopominał się o posiłek, a ja miałam mieć dzisiejszy dzień bardzo zajęty. Oczywiście musiałam mieć pewność co do swobody swych ruchów, ale na szczęście ... po delikatnym rezonansie okazało się, iż miałam naprawdę duże pole do popisu. Bardziej idealnie nie mogło być.
      Droga do celu nie była mi obca, nawet z zamkniętymi oczami potrafiłabym do niego dotrzeć. Niezbyt wiele czasu potrzebowałam by nauczyć się gdzie co i jak. Jedna z moich naprawdę licznych zalet.
      W każdym razie gdy tylko byłam przy drzwiach zatrzymałam się na chwilkę. W tym czasie zrównał się ze mną mój sługa i gdy tylko zadał mi pytanie, przez chwilę zaczęłam się zastanawiać ile powinien wiedzieć.
         Zdradziłam mu tyle, by za godzinę czekał na mnie przed głównym wejściem do tego pałacu. Reszty nie musiał wiedzieć teraz. Co będzie robił jednak do tej godziny ... było już jego sprawą, mnie to nie obchodziło.
        Nie dałam mu czasu na żadną odpowiedź, dostał po prostu polecenie i miał je wykonać, ja zaś udałam się już na posiłek. Zapachy niedługo napełniły pomieszczenie a ja w duchu ucieszyłam się, bowiem posiłki tutaj ... nie były wcale najgorsze. Zdecydowanie potrafiły mnie nasycić, nawet, jeśli tych porcji tak wielkich nie miałam.  Już raz boleśnie się przekonałam, co się może stać z żołądkiem, jeśli zje się za dużo i za szybko. Dlatego, nawet gdy żołądek domagał się odpowiedniej ilości posiłku, ja trzymałam się sztywno małych dawek.
     Musiałam jednak kontrolować czas, by nie zmarnować tego dnia. Nie miałam pewności, kiedy nadarzy się następna taka okazja. Nawet, jeśli miał to być jakiegoś rodzaju test, miałam w poważaniu to, bowiem obowiązki wobec pary królewskiej znaczyły dla mnie o wiele więcej aniżeli dla jakiegoś obcego mężczyzny z Dzikiego Miasta.
       Po napełnieniu żołądka udałam się w powrotem do swej komnaty aby zabrać z niej dłuższe nakrycie. Miał nawet kaptur, by moja twarz pozostawała w ukryciu. Miało to również swoje zastosowanie bowiem dzięki temu, nie groziła mi żadna spalenizna od tego ich słońca.  Chwilami nawet pojawiała się we mnie myśl, czy przypadkiem nie nakazać im zbudowania czegoś podobnego do naszej ale ... to by tylko było dodatkowe utrudnienie w przyszłości. Kategorycznie musiałam tego odmówić sobie, jak i również odsunąć to na dalszy plan.
          Wszelakie świecidełka pochowałam, chociaż wcale ich się nie pozbyłam bowiem były jakby nie patrzeć moją bronią, co prawda może miałam tylko mniejszy "arsenał" ale w razie czego ... 
           O odpowiedniej godzinie ruszyłam na miejsce spotkania, gdzie sługa już czekał. Nie miałam pewności czy też przyszedł niedawno, czy może specjalnie wcześniej się tutaj pojawił. Istotne dla mnie było to, że nie musiałam na niego czekać.
            - Po pierwsze, cokolwiek by się nie działo, to co będę robiła dzisiaj, ma zostać tylko i wyłącznie między nami. Nawet jeśli mój narzeczony przypadkiem o coś będzie pytał, nie tobie będzie dane odpowiadać. Masz mi tu i teraz to obiecać - jeśli już do czegoś byłam w stanie przywiązać uwagę, to właśnie obietnice. Seth oczywiście to uczynił, jakie inne miał wyjście. Przyjęłam jego słowa, ale miałam drobne wątpliwości - jeśli się dowiem, że złamałeś dane mi słowo, sprawię, że nigdy nawet nie będziesz w stanie podnieść wzroku znad ziemi.
         Tutaj zadbałam o to, by w mym głosie dane było usłyszeć jak najprawdziwsze ostrzeżenie. Musiałam mieć w końcu pewność, iż ten jeden osobnik nie będzie stał mi na drodze.
            - Dobrze, skoro to już za nami, potrzebuję byś oprowadził mnie po mieście, a przynajmniej po jakiejś jego części. Nie chcę jednak widzieć tego co mój narzeczony mi pokazywał. Tę stronę miasta już widziałam, i nie raz jeszcze zobaczę - westchnęłam naciągając na głowę swój kaptur. I tak tutaj przyjeżdżali różni ludzie to też nie musiałam martwić się iż zostanę rozpoznana.-  Będę wymagała jednak od ciebie czegoś nietypowego. Jakkolwiek to zabrzmi ... masz ze mną rozmawiać. Nie wlec się za mną, przede mną czy gdzieś po bokach. Między nami muszę ... zatrzeć pewne granice na ten czas - te słowa paliły mnie w język okropnie. Aż nie byłam w stanie tego normalnie mówić. Były jednak rzeczy, które wymagały ode mnie takich poświęceń.
             - Zwracaj się również do mnie ... po prostu Thia - lekka modyfikacja mojego imienia, bowiem również musieliśmy odpuścić sobie wszelakie formułki. Nie miałam pewności jak moje ego to zniesie. Nawet nie macie pojęcia jakie to było dla mnie cholernie nie wygodne. Jednak i tutaj w końcu dostałam to co chciałam. 
             Ten sługa jednak miał swoje "ale" że tak to powiem. Momentalnie podniosłam teraz na niego swe spojrzenie tak, że kaptur nieco zleciał mi do tyłu. On śmiał mi jeszcze czegoś takiego oczekiwać? Zacisnęłam pieści pod obszernym materiałem jednak chwilę później już je rozluźniłam. 
         - Do pewnych granic. Jednak niech ci będzie. - zrobiłam sobie chwilę przerwy dokładnie nad tym myśląc. W końcu jednak powołałam się na coś, co miało dla mnie naprawdę znaczenie i na co ja, składałam obietnice - Na pierwszych z mej rasy daję ci słowo, iż nie poniesiesz konsekwencji za swe słowa podczas naszej nie formalnej rozmowy. 
           Miał tę swoją swobodę, chociaż z pewnością musiał być świadomy iż żadne obrażanie czy zniewagi skierowane w mą stronę, czy przedstawicieli mej rasy nie wchodziły w grę, najbardziej chodziło mi o tych z Missynoue, co do reszty to ... wszystko było na jego ryzyko. W końcu jak ktoś go usłyszy ... nie będę go chronić przed karą za  zniewagę.
            Ponownie szczelnie się okryłam a następnie ruszyłam przed siebie, z tą jednak różnicą, że tym razem szłam wolniej, dałam mu szansę zrównania się ze mną, w końcu to on miał mnie oprowadzić po tym miejscu...