Seth
Łał, zaakceptowała mój wygląd.
Powinienem chyba skakać z radości, ale jakoś było mało mnie obchodziło jej
zdanie na temat mojego ubrania. Na szczęście najwidoczniej nie zrozumiała ironii
ukrytej w moim głosie, albo była zbyt zaślepiona żeby zauważyć, że ktoś może
się z niej skrycie, w zawoalowany sposób, kpić. Musiałem koniecznie
przetestować granicę jej domyślności i możliwości przyjęcia do siebie, że ktoś
być może ma chociaż odrobinę odmienny sposób myślenia niż ona sama. A przy
okazji nie dać się wykryć oraz ją szpiegować dla mojego pana. Wszystko na raz,
łatwizna. Ale od zawsze lubiłem balansować na granicy i chodzić po cienkim
lodzie.
Skrzętnie ukrywając te wszystkie
dość szydercze przemyślenia – przy okazji upewniłem się, że nie umie czytać w
myślach, bo inaczej pewnie już byłbym wbity na pal – pod ukłonem, po raz
kolejny powiedziałem tylko lakoniczne:
– Tak, pani.
Zaczęło mi się robić niewygodnie
pod jej spojrzeniem, dlatego ucieszyłem się, kiedy wreszcie przestała się mną w
jakimkolwiek stopniu interesować. Mogłem w myślach ją wyzywać na tysiąc
sposobów i kpić w jej głupoty, ale mimo to doskonale wiedziałem, że była
niebezpieczna. Czuć było pewnego rodzaju grozę, ale nie wymuszała szacunku…
Ludzie bali się jej, to wszystko, ot, cały sekret jej władzy. Czy to nie
najprostsze, tchórzowskie rozwiązanie? Z resztą to akurat nie jej wina – cała
banda Kasandrosów taka była.
Po chwili księżniczka odepchnęła
się od ściany, odwróciła i bez ani jednego więcej słowa ruszyła w stronę
głównej części zamku. Zrozumiałem tylko tyle, że raczej powinienem iść z nią. Zrobiłem
jeden krok… po czym odwróciłem się jeszcze do kobiety zajmującej się ubraniami.
– Za takie kłamstwo można zapłacić
wysoką cenę – wysyczałem przez zaciśnięte zęby, mrużąc przy tym lekko oczy. –
Zwłaszcza, jeśli chodzi o osobistą straż księżniczki Amaranthy – dodałem jeszcze,
delektując się widokiem oczu kobiety, które nagle zrobiły się niczym dwa
spodki.
Najwidoczniej wieść o moim rzekomym
„awansie” jeszcze się nie rozeszła… Teraz z pewnością się to zmieni i być może
Vashirzy służący Justalowi wreszcie spojrzą na mnie trochę inaczej. Nie
sądziłem wcześniej, że ta sytuacja może mieć jakieś pozytywne aspekty, dlatego
to odkrycie dobrze smakowało. Nie musiałem oczywiście straszyć tej kobiety, ale
czym byłbym gdybym nie mógł od czasu do czasu rozładować złości i frustracji,
którą na mnie przelewają wszyscy dookoła i to nie tylko stojący wyżej ze
względu na rasę?
Odwróciłem się na pięcie i
szybkim krokiem opuściłem pomieszczenie, kierując się za księżniczką. Bardzo szybko
zauważyłem, jak nieziemsko wygodny jest mój nowy strój. Był z innego materiału
niż te, które nosiłem dotychczas i nie przyklejał się nieprzyjemnie, wręcz
przeciwnie – jakby był z nią idealnie skomponowany. Jak moja druga skóra.
Rozciągliwy, specjalnie o sprawdziłem, zataczając ramionami kilka kół. Elastyczny,
nie krępujący ruchów. Nie trzeszczał, był wręcz bezszelestny.
I tylko to złoto pobrzękiwało
cicho w dość irytujący sposób. Ale to małą cena za tak dobrze dopasowane
ubranie. Sprawdziłem zapięcia, podnosząc naramiennik po prawej stronie. Łatwo
dało się go odczepić, a później znów przypiąć i pewnie nie będzie widać, że coś
z nim majstrowano. Idealnie. Księżniczka chyba nie mogła bardziej ułatwić mi zadania
szpiegowania jej osoby.
Kiedy kobieta się zatrzymała
przed drzwiami do jadalni – sam jeszcze nie jadłem i poczułem, jak żołądek
skręca mi się z głodu – zrównałem się z nią.
– Czy jest coś, co wasza
wysokość życzy sobie dzisiaj robić? – zapytałem, posłusznie patrząc jak zwykle
w okolice prawego ramienia kobiety. W końcu musiałem coś przekazać Justalowi o
dzisiejszym dniu. Być może to był test? Czym zajmie się jego gość pod jego
nieobecność.