sobota, 8 kwietnia 2017

23.



Seth

Łał, zaakceptowała mój wygląd. Powinienem chyba skakać z radości, ale jakoś było mało mnie obchodziło jej zdanie na temat mojego ubrania. Na szczęście najwidoczniej nie zrozumiała ironii ukrytej w moim głosie, albo była zbyt zaślepiona żeby zauważyć, że ktoś może się z niej skrycie, w zawoalowany sposób, kpić. Musiałem koniecznie przetestować granicę jej domyślności i możliwości przyjęcia do siebie, że ktoś być może ma chociaż odrobinę odmienny sposób myślenia niż ona sama. A przy okazji nie dać się wykryć oraz ją szpiegować dla mojego pana. Wszystko na raz, łatwizna. Ale od zawsze lubiłem balansować na granicy i chodzić po cienkim lodzie.
Skrzętnie ukrywając te wszystkie dość szydercze przemyślenia – przy okazji upewniłem się, że nie umie czytać w myślach, bo inaczej pewnie już byłbym wbity na pal – pod ukłonem, po raz kolejny powiedziałem tylko lakoniczne:
– Tak, pani.
Zaczęło mi się robić niewygodnie pod jej spojrzeniem, dlatego ucieszyłem się, kiedy wreszcie przestała się mną w jakimkolwiek stopniu interesować. Mogłem w myślach ją wyzywać na tysiąc sposobów i kpić w jej głupoty, ale mimo to doskonale wiedziałem, że była niebezpieczna. Czuć było pewnego rodzaju grozę, ale nie wymuszała szacunku… Ludzie bali się jej, to wszystko, ot, cały sekret jej władzy. Czy to nie najprostsze, tchórzowskie rozwiązanie? Z resztą to akurat nie jej wina – cała banda Kasandrosów taka była.
Po chwili księżniczka odepchnęła się od ściany, odwróciła i bez ani jednego więcej słowa ruszyła w stronę głównej części zamku. Zrozumiałem tylko tyle, że raczej powinienem iść z nią. Zrobiłem jeden krok… po czym odwróciłem się jeszcze do kobiety zajmującej się ubraniami.
– Za takie kłamstwo można zapłacić wysoką cenę – wysyczałem przez zaciśnięte zęby, mrużąc przy tym lekko oczy. – Zwłaszcza, jeśli chodzi o osobistą straż księżniczki Amaranthy – dodałem jeszcze, delektując się widokiem oczu kobiety, które nagle zrobiły się niczym dwa spodki.
Najwidoczniej wieść o moim rzekomym „awansie” jeszcze się nie rozeszła… Teraz z pewnością się to zmieni i być może Vashirzy służący Justalowi wreszcie spojrzą na mnie trochę inaczej. Nie sądziłem wcześniej, że ta sytuacja może mieć jakieś pozytywne aspekty, dlatego to odkrycie dobrze smakowało. Nie musiałem oczywiście straszyć tej kobiety, ale czym byłbym gdybym nie mógł od czasu do czasu rozładować złości i frustracji, którą na mnie przelewają wszyscy dookoła i to nie tylko stojący wyżej ze względu na rasę?
Odwróciłem się na pięcie i szybkim krokiem opuściłem pomieszczenie, kierując się za księżniczką. Bardzo szybko zauważyłem, jak nieziemsko wygodny jest mój nowy strój. Był z innego materiału niż te, które nosiłem dotychczas i nie przyklejał się nieprzyjemnie, wręcz przeciwnie – jakby był z nią idealnie skomponowany. Jak moja druga skóra. Rozciągliwy, specjalnie o sprawdziłem, zataczając ramionami kilka kół. Elastyczny, nie krępujący ruchów. Nie trzeszczał, był wręcz bezszelestny.
I tylko to złoto pobrzękiwało cicho w dość irytujący sposób. Ale to małą cena za tak dobrze dopasowane ubranie. Sprawdziłem zapięcia, podnosząc naramiennik po prawej stronie. Łatwo dało się go odczepić, a później znów przypiąć i pewnie nie będzie widać, że coś z nim majstrowano. Idealnie. Księżniczka chyba nie mogła bardziej ułatwić mi zadania szpiegowania jej osoby.
Kiedy kobieta się zatrzymała przed drzwiami do jadalni – sam jeszcze nie jadłem i poczułem, jak żołądek skręca mi się z głodu – zrównałem się z nią.
– Czy jest coś, co wasza wysokość życzy sobie dzisiaj robić? – zapytałem, posłusznie patrząc jak zwykle w okolice prawego ramienia kobiety. W końcu musiałem coś przekazać Justalowi o dzisiejszym dniu. Być może to był test? Czym zajmie się jego gość pod jego nieobecność.