piątek, 7 kwietnia 2017

22.

Amarantha 

         Wyobraźcie sobie jakie było moje zdziwienie kiedy to sługa spojrzał mi w oczy. Miałam ochotę unieść jedną brew w geście nawet zdziwienia ale na mojej twarzy dalej nie malowało się nic więcej poza zwykłą obojętnością. Czułam jednak, że przed sobą nie mam być może aż tak zwykłego i pokornego za jakiego próbował uchodzić bowiem to co dane było mi ujrzeć przez chwilę, dosyć mocno mnie zaintrygowało.
W każdym razie, sługa jak to sługa, od razu zabrał się za spełnienie mego rozkazu. Może nawet moja twarz zmieniłaby swój kolor z powody zawstydzenia ów sytuacją ale ... ciało było ciałem, powłoką o którą należało odpowiednio dbać. Byłam wyuczona wszelakich formułek, nie obce mi były żadne pojęcia, nie wywoływały nawet u mnie żadnego wzdrygnięcia. Poza tym nie miałam przed sobą kogoś, kto był "kimś". Vashiryjczyk był tylko sługą, narzędziem w naszych dłoniach. Mój wzrok nawet nie latał po jego sylwetce, chociaż mogłabym się założyć że od kątem anatomicznym nie prezentował się źle.  Nic mnie jednak nie kusiło to też oczy miałam gdzieś na wysokości jego twarzy.
Po przebraniu się moje spojrzenie dopiero ruszyło się z miejsca. Dokładnie oglądałam jego sylwetkę od góry do dołu. Nawet ... moja głowa ponownie przekręciła się na lewo w geście zainteresowania. Znowu to zrobiłam. Ostro skarciłam się w myślach, jednak by nagle nie zmienić ułożenia głowy. ruch powrotny wykonałam powolnie, jakby z pełną swobodą. Taki gest ... nie był nam obcy, chociaż zdecydowanie był nacechowany i od tak nie był wykonywany.
 W każdym razie po usłyszeniu jego słów, ponownie  zaczęłam mu się uważnie przyglądać. Analizowałam ułożenie materiału gdy się rusza a następnie czy nie odstaje gdzieś w zły, nie do przyjęcia pod kątem estetycznym, sposób. Wszystko jednak trafnie wymierzyłam "na oko", chociaż jak się okazuje, było to wyjątkowo trafne. W każdym razie efekt mi pasował.
 - Tak, wszystko mi pasuje, - tutaj musiałam uważać by wyrazić się w odpowiedni sposób, co do prostych rzeczy nie należało oczywiście- jestem usatysfakcjonowana z efektu .
Poprawiłam sobie po raz kolejny grzywkę, która jak na złość, nie chciała dzisiaj odpowiednio się ułożyć. Była może nieco bardziej w nieładzie ale to tylko dlatego, że sama nie zawsze potrafiłam ją odpowiednio ułożyć.
- Jak zawsze moje oko mnie nie zawiodło - mruknęłam spokojnie chociaż w środku byłam naprawdę zadowolona, bowiem nie brałam dokładnych przymiarek. Zgadywałam iż był to po prostu zwykły szczęśliwy traf.
Oparłam się teraz nieco wygodniej o ścianę a następnie poprawiłam zielony materiał sukni bowiem on również był przeciwko mnie. Miałam ochotę warknąć wręcz z niezadowolenia. Na wszystkich pierwszych, ten dzień już mi się nie podobał.
Zbliżała się jednak pora posiłku, o ile się nie myliłam, to też należałoby się chyba zbierać.