wtorek, 4 kwietnia 2017

8.


              Amarantha  


        Gdy tylko jego imię padło,  myślach powtórzyłam je parę razy, nie jednak po to by je zapamiętać, sprawdzałam jak brzmi. Było ono na szczęście krótkie, i stosunkowo przyjemne dla ucha, więc nie widziałam potrzeby zmieniania go. Nie raz u nas służbie imiona zmieniałam, czyniłam to, bowiem nie mogłam znaleźć idealnego dla siebie. Musiało być krótkie, by nie potrzeba było angażować zbyt wielu sił przy wymawianiu go. W dodatku było to imię służby, nie powinno zabierać więcej czasu przy wymawianiu, aniżeli jakiejś wysoko postawionej osoby. Nawet w imieniu tkwiła nasza godność.
        Sługa skłonił się odpowiednio a następnie ... jego spojrzenie skierowało się na mnie. Nie było bezpośrednio skupione na mej twarzy, nikt się chyba z nich nie odważył na ten wyczyn, bowiem zbyt wielu bało się konsekwencji.  I słusznie. W pewien sposób czysty i dłuższy kontakt wzrokowy był, dla mnie, dosyć osobisty i intymny, a czystą obrazą było czynienie czegoś takiego, z kimś  takim jak Vashir. Aż w ustach poczułam kwaśny smak przez wstręt.
        To była tylko jedna chwila, tak krótka, iż niemal wydawała się nie istnieć. Po raz pierwszy jednak w oczach sługusa zobaczyłam coś intrygującego. Nie pasowało mi to do nich, w ogóle to im nie godziło się na takie spojrzenie mając przed sobą kogoś takiego jak ja. A jednak, ten tutaj w pewien sposób wyróżnił się na tle reszty.
            Później był już tylko pokornym sługą. W jego głosie, sposobie zwracania się do kogoś takiego ja ja ... Zdecydowanie to, co było wcześniej w jego spojrzeniu zniknęło bezpowrotnie. Przede mną był kolejny, służalczy ciemnoskóry. Przekazał mi jednak bardzo istotne informacje, o których mój narzeczony nie wspomniał. To, już spowodowało, iż miałam ochotę się skrzywić. Zamierzał przede mną coś ukrywać? Zdecydowanie moja ciekawość wzrosła, przez to, coraz trudniej było mi pozostać z twarzy  niewzruszoną. Na usta cisnęło się jedno pytanie, ale gdybym je wypowiedziała, wyszłaby na jaw ciekawość. A ona jest nam obca, co też ewidentnie mnie uciszyło.
         Gdy Justal zabrał głos, przeniosłam swe spojrzenie teraz na niego. Moja brew nieco zawędrowała ku górze. Czułam niemal namacalnie w powietrzu, jak coś się zmieniło. Widziałam po jego oczach, chociaż nie dziwiła mnie jego chrapka na majątek jaki miał dostać, jako mój narzeczony.
           - Doskonale o tym wiem. Jak to szło ... Ah, no tak, to co moje, to i twoje Justalu, ale, to co twoje to i moje, pamiętaj. - dzielenie się, kolejna ohydna rzecz. Od małego z nikim się nie dzieliłam, co było moje, należało tylko do mnie, a każdy kto by próbował cokolwiek mojego sobie przywłaszczyć, zginąłby.
         - Ruszajmy natychmiast. Nie chcę tutaj więcej stać. Jeśli chodzie o ciebie ...- tutaj nieco tylko spojrzałam przez ramię na nowego sługę, nie odwracałam się do niego całkowicie-  Na razie możesz odejść, nie jesteś mi póki co potrzebny.
           Po tych słowach ruszyłam już w głąb pałacu, cała moja uwaga poświęcona teraz była budowli. Szybkim tylko spojrzeniem przywołałam do siebie swego narzeczonego, by mi się nie ociągał. Nie miałam zbyt wiele sił, dzisiejsze badania były wyjątkowo męczące, a dawka, jak wyczułam, była o te trzy milimetry zwiększona, co nie wróżyło mi dobrego samopoczucia. Musiałam jednak z tym wytrzymać, nie mogłam absolutnie pokazać po sobie, w jakiej formie dziś się znajdowałam.
             Justal był zaraz przy mnie o dokładnie mi opowiadał co gdzie się znajduje, ja zaś musiałam przyznać, że jak na takie miasto dzikusów, to urządził to sobie w nawet nie najgorszym stylu.  Widziałam złocenia, droższe meble, jakieś malowidła ...to nie było zdecydowanie złe. Jednak w ostatecznym rozrachunku i tak ni jak to się miało do naszej siedziby. Te kryształy, szkła, wszystko chociaż miało jedną kolorystykę, a raczej trzymały się jasnej palety barw, miało w sobie coś, czego to miejsce nie posiadało. A może na odwrót? Może to u nas czegoś brakowało? Nie, nie było to możliwe.
           - Mam nadzieję, iż moja posiadłość podoba ci się, i będziesz czuła się tutaj komfortowo - ewidentnie nie był takim mężczyzną na co dzień. Nie mógł być, bowiem nie utrzymałby swojej pozycji. Nie miałam jednak wątpliwości, iż robił wszystko by przypodobać się księżniczce jaką byłam. Oczywiście kusiło mnie,  by rozwiać jego niektóre oczekiwania. Z pewnością miał jakiś cel w swych działaniach. Również w tym, iż nie powiedział mi wszystkiego o Kontrakcie ... Byłam zainteresowana, czy raczy w końcu poruszyć te temat, bowiem kolejne pokoje mijaliśmy, coraz mniej do ujrzenia zostało a on dalej nic nie wspomniał... 
       Dopóki ta niewiedza nie kosztowała mnie czegoś, dopóty pozwalałam mu siebie trzymać w tym stanie. Nie było to jednak tak, że to on miął w tej sytuacji wyższą pozycję, ja łaskawie dawałam mu poczuć iż sytuacja idzie na jego korzyść.
         Tak jak spodziewałam się, przed oczami pojawiały mi się mroczki a wewnętrzny chłód zdecydowanie utrudniał poruszanie się. Każdy krok kosztował mnie coraz więcej wysiłku. Musiałam jednak jeszcze trochę wytrzymać. Oglądać te komnaty, zapamiętywać ich układ, każde jedne położenie miało być dla mnie istotne, bowiem musiałam przekazać rodzicom rozkład pierwszego poznanego miejsca. 
          - Mam na razie już dosyć. Potrzebuję udać się do  swojej komnaty. Nie będę miała nic przeciwko, gdy zostanie mi przyniesiony posiłek tam. Tym razem chcę zjeść u siebie.- u nas nie było "proszę" nie było " czy możesz" nie istniało również "dziękuję". Nic dziwnego zatem, że i tym razem w mej wypowiedzi nie znalazły się one. Dałam jasno do zrozumienia co chcę. Nie musiał wiedzieć, że posiłek również chcę u siebie, bowiem czułam, iż póki co, mogę zostać uziemioną w tym pomieszczeniu.
          Oczywiście mój narzeczony nie był zbyt pocieszony, liczył na wspólny posiłek ale cóż, nie zawsze dostajemy to, czego chcemy. Dobrze, gdy chociaż możemy powiedzieć, na co mamy ochotę. Mnie w domu nawet na to nie pozwalano. Niech on się cieszy, że go akceptuję, nie zaś poprawiam tak, jak czynili to moi rodzice gdy się uczyłam wszystkiego.
         Powoli ruszyłam w stronę komnaty przeznaczonej dla mnie. Każdy krok był coraz trudniejszy, a tylko złość na tych poparańców z laboratorium, jak i chęć dbania o odpowiedni wygląd w oczach innych, dawały mi siły aby to zwalczyć. Nawet, jeśli serce zdawało się być przeciwko mnie i zwalniać tempa. Ja  m u s i a ł a m  dotrzeć do miejsca, które było poza ich wzrokiem. Gdzie mogłam na chwilę chociaż zdjąć swą maskę i zająć się sobą jak należy.