Seth
Teraz
zwróciło się na mnie spojrzenie księżniczki. Po raz pierwszy spojrzała równie
prosto na mnie, jak przed chwilą Szlachcic, mój pan i właściciel. O ile
zainteresowanie kogoś takiego jak Justal było tylko nieprzyjemne i niepożądane –
nie tylko przeze mnie choć go nienawidziłem, inni służący też nie lubili jego
atencji, bo równała się zazwyczaj karze – o tyle wzrok kobiety powodował odczuwalny
dyskomfort. Miałem wrażenie, że od samego jej spojrzenia w tyle mojej czaszki
wiją się obrzydliwe długie, oślizgłe robale, a żołądek niebezpiecznie przylepia
się do kręgosłupa i tylnej ściany jamy brzusznej, po czym gwałtownie podskakuje
aż do gardła.
Spiąłem
się i nie dało się nie zauważyć, jak bardzo niewygodnie mi jest pod tym jednym,
krótkim spojrzeniem. Kiedy odwróciła się do rozmówcy, przez kilka krótkich
sekund miałem nadzieję – ba, zacząłem się żarliwie o to modlić – że odrzuci
prezent. Ale zrobiła coś innego. Zbliżyła się do mnie, roztaczając wokół siebie
złowrogą aurę, której nie potrafiłem w żaden sposób opisać, a co dopiero się
przez nią przedrzeć. Zrobiła to, czego nawet nie spowodowało słońce: poczułem
jak jedna kropelka potu spływa mi po karku w dół, pod płaszcz.
Co
było nie tak z tą kobietą? Nienawidziłem ich wszystkich. Winiłem każdego, nawet
tych, którzy nie mieli nic wspólnego ze śmiercią Mei. Kasandrosi byli złem –
rodzili się źli i sączyli jad zamiast mleka matki. W ich żyłach nie mogła
płynąć krew, bo trucizna całkowicie wyparła jej miejsce. Ale ona, księżniczka…
była jeszcze gorsza. Pewna swojego miejsca na świecie, pewna swojej władzy i
siły. Pewna, że skoro urodziła się z białą skórą i w odpowiednim miejscu, daje
jej to panowanie nad życiem i śmiercią.
Gorsze
od jej spojrzenia mogły być tylko słowa. Oznaczały bowiem, że muszę jej coś
odpowiedzieć. Oznaczały też, że od teraz to ta kreatura będzie zarządzała moimi
czynami, że może zmusić mnie do wszystkiego wedle Kontraktu. Że byłem jej sługą
doskonałym, który nigdy się nie zbuntuje, bo był złamany już zbyt wiele razy i
zbyt mocno.
W
końcu, oznaczały że cieszy się z takiej mocy.
– Seth,
pani – odpowiedziałem, kłaniając się przy tym głęboko, lecz nie na tyle, żeby
za bardzo zmniejszyć dystans między nami. Wyprostowałem się i po raz pierwszy
spojrzałem na jej twarz. Nie mogłem patrzeć prosto w oczy, choć kątem oka
widziałem ich nienaturalnie krwisty kolor i zdawałem sobie sprawę, że działają
dziwnie elektryzująco, przyciągają spojrzenie.
Stała tak blisko, że gdybym teraz
wyjął miecz, mogłaby nie zdążyć zareagować. Zabić ją, choć to nie ona założyła
na mnie kajdany i nie zabiła mojej jedynej miłości. A później zginąć i nie
musieć nikomu służyć.
Ta myśl zagościła w mojej głowie
tylko na ułamek sekundy, ale przeraziła mnie. Pierwszy raz miałem do czynienia
z kimś takim jak księżniczka i nie mogłem mieć pewności, że nie zauważy w moich
oczach tych myśli… Że nie przeczyta ich wprost z mojej głowy. O Kasandroach ze
stolicy krążyły różne przerażające pogłoski. Przełknąłem ślinę, starając się
aby wyglądało to tak, jakby jej skupienie na mojej osobie było dla mnie po
prostu przytłaczające. Zmieszaniem chciałem zatuszować to, o czym pomyślałem w
rzeczywistości.
– To zaszczyt służyć dla waszej
wysokości. Jeśli mogę, ośmielę się prosić o podpisanie kontraktu, tak, aby
mogła wasza wysokość przejąć nade mną pełną władzę – powiedziałem gładko, nie
patrząc w stronę mojego obecnego pana. Nie drgnąłem nawet o cal, a moje
spojrzenie wciąż było wbite gdzieś na wysokości prawego ramienia księżniczki.
Czy Justal chciał zatuszować fakt
– korzystając z ewidentnej niewiedzy kobiety – iż bez podpisu na Kontrakcie
nowa właścicielka, choć nadana tytułem, nie miałaby nade mną żadnej władzy? Usłyszałem,
jak mężczyzna kilka kroków dalej nerwowo się poruszył i chrząknął. Pierwszy raz
w życiu miałem w ręce atut pozwalający mi na to, żebym sprawił że Justal czuł
się z czymś niewygodnie.
– Oczywiście… Już niedługo
będziemy się dzielić wszystkim, prawda, moja droga? W końcu będziemy mieć
wspólny majątek – zakończył z dziwnie obrzydliwie pewnym siebie błyskiem w oku.
– Chodźmy, oprowadzę cię po pałacu, a później przekażę ci Kontrakt.