wtorek, 4 kwietnia 2017

7.



Seth
                Teraz zwróciło się na mnie spojrzenie księżniczki. Po raz pierwszy spojrzała równie prosto na mnie, jak przed chwilą Szlachcic, mój pan i właściciel. O ile zainteresowanie kogoś takiego jak Justal było tylko nieprzyjemne i niepożądane – nie tylko przeze mnie choć go nienawidziłem, inni służący też nie lubili jego atencji, bo równała się zazwyczaj karze – o tyle wzrok kobiety powodował odczuwalny dyskomfort. Miałem wrażenie, że od samego jej spojrzenia w tyle mojej czaszki wiją się obrzydliwe długie, oślizgłe robale, a żołądek niebezpiecznie przylepia się do kręgosłupa i tylnej ściany jamy brzusznej, po czym gwałtownie podskakuje aż do gardła.
                Spiąłem się i nie dało się nie zauważyć, jak bardzo niewygodnie mi jest pod tym jednym, krótkim spojrzeniem. Kiedy odwróciła się do rozmówcy, przez kilka krótkich sekund miałem nadzieję – ba, zacząłem się żarliwie o to modlić – że odrzuci prezent. Ale zrobiła coś innego. Zbliżyła się do mnie, roztaczając wokół siebie złowrogą aurę, której nie potrafiłem w żaden sposób opisać, a co dopiero się przez nią przedrzeć. Zrobiła to, czego nawet nie spowodowało słońce: poczułem jak jedna kropelka potu spływa mi po karku w dół, pod płaszcz.
                Co było nie tak z tą kobietą? Nienawidziłem ich wszystkich. Winiłem każdego, nawet tych, którzy nie mieli nic wspólnego ze śmiercią Mei. Kasandrosi byli złem – rodzili się źli i sączyli jad zamiast mleka matki. W ich żyłach nie mogła płynąć krew, bo trucizna całkowicie wyparła jej miejsce. Ale ona, księżniczka… była jeszcze gorsza. Pewna swojego miejsca na świecie, pewna swojej władzy i siły. Pewna, że skoro urodziła się z białą skórą i w odpowiednim miejscu, daje jej to panowanie nad życiem i śmiercią.
                Gorsze od jej spojrzenia mogły być tylko słowa. Oznaczały bowiem, że muszę jej coś odpowiedzieć. Oznaczały też, że od teraz to ta kreatura będzie zarządzała moimi czynami, że może zmusić mnie do wszystkiego wedle Kontraktu. Że byłem jej sługą doskonałym, który nigdy się nie zbuntuje, bo był złamany już zbyt wiele razy i zbyt mocno.
                W końcu, oznaczały że cieszy się z takiej mocy.
                – Seth, pani – odpowiedziałem, kłaniając się przy tym głęboko, lecz nie na tyle, żeby za bardzo zmniejszyć dystans między nami. Wyprostowałem się i po raz pierwszy spojrzałem na jej twarz. Nie mogłem patrzeć prosto w oczy, choć kątem oka widziałem ich nienaturalnie krwisty kolor i zdawałem sobie sprawę, że działają dziwnie elektryzująco, przyciągają spojrzenie.
Stała tak blisko, że gdybym teraz wyjął miecz, mogłaby nie zdążyć zareagować. Zabić ją, choć to nie ona założyła na mnie kajdany i nie zabiła mojej jedynej miłości. A później zginąć i nie musieć nikomu służyć.
Ta myśl zagościła w mojej głowie tylko na ułamek sekundy, ale przeraziła mnie. Pierwszy raz miałem do czynienia z kimś takim jak księżniczka i nie mogłem mieć pewności, że nie zauważy w moich oczach tych myśli… Że nie przeczyta ich wprost z mojej głowy. O Kasandroach ze stolicy krążyły różne przerażające pogłoski. Przełknąłem ślinę, starając się aby wyglądało to tak, jakby jej skupienie na mojej osobie było dla mnie po prostu przytłaczające. Zmieszaniem chciałem zatuszować to, o czym pomyślałem w rzeczywistości.
– To zaszczyt służyć dla waszej wysokości. Jeśli mogę, ośmielę się prosić o podpisanie kontraktu, tak, aby mogła wasza wysokość przejąć nade mną pełną władzę – powiedziałem gładko, nie patrząc w stronę mojego obecnego pana. Nie drgnąłem nawet o cal, a moje spojrzenie wciąż było wbite gdzieś na wysokości prawego ramienia księżniczki.
Czy Justal chciał zatuszować fakt – korzystając z ewidentnej niewiedzy kobiety – iż bez podpisu na Kontrakcie nowa właścicielka, choć nadana tytułem, nie miałaby nade mną żadnej władzy? Usłyszałem, jak mężczyzna kilka kroków dalej nerwowo się poruszył i chrząknął. Pierwszy raz w życiu miałem w ręce atut pozwalający mi na to, żebym sprawił że Justal czuł się z czymś niewygodnie.
– Oczywiście… Już niedługo będziemy się dzielić wszystkim, prawda, moja droga? W końcu będziemy mieć wspólny majątek – zakończył z dziwnie obrzydliwie pewnym siebie błyskiem w oku. – Chodźmy, oprowadzę cię po pałacu, a później przekażę ci Kontrakt.