poniedziałek, 3 kwietnia 2017

6.

          Amarantha 

Moje spojrzenie zatrzymało się na chwilę na mym narzeczonym. Dosyć ...dobrze przełknął to, co mu gotowałam. Nie śmiałam wątpić, iż być może nawet on coś był wart, jednak i tak nie miałabym oporów przed uczynieniem czegoś gorszego, gdyby tylko bardziej mnie zdenerwował. Póki co miał jedynie przedsmak, taki drobny.
 Chwilę później skupiłam się już na tym, na co on wskazywał. To był dalej ten sam sługa z którym podróżowałam, jeden z wielu oczywiście. Jednak ku jego szczęściu jego barwa oczu pozostała jakoś w mej głowie. Ten odcień dosyć przyjemnie komponował się z ciemną skórą. Może jednak matka natura potrafiła czasem coś dobrze zrobić.
Jak się okazało, ten osobnik był moim prezentem. Nie jakieś kwiatki, nie jakieś świecidełka, tego drugiego zdecydowanie mam od groma, był to Vashirjczyk, i z tego co słyszałam, jak i widziałam, zdecydowanie Justal był z niego dumny. Oddawanie takiej cennej zabawki osóbce, która w przypływie tak naprawdę nudy, setkami sposobami mogłaby upuszczać mu krew byleby tylko zaspokoić swoje egoistyczne pobudki ... Chwilami zastanawiałam się, czy aby na pewno osoby takie jak on miały coś wspólnego z mą rasą. 
Ja na ten przykład to co cenne zachowałabym dla siebie, skryła i nie dawała nikomu. To jednak ... byłam ja, tacy byli ludzie z mej rasy. Bezkreśni egoiści.
O wiele bardziej zainteresował mnie fakt iż ten tutaj osobnik miał podpisany Kontrakt. Chociaż moja wiedza o tym była wyjątkowo wybiórcza, ledwie namiastką tego, co wie na przykład mój narzeczony, to jednak wystarczyło mi. Mimo wszelkim wewnętrznym zakazom, mimo próbom zwalczenia, moja głowa przechyliła się na bok a ja w dosyć jawny sposób okazałam zainteresowanie. Trwało to jednak wyjątkowo krótko, bowiem skorygowałam swój błąd. Moje spojrzenie znów było spokoje i wyrafinowane.
         Służący wcale nie był tym wszystkim poruszony, jego twarz nie zmącił żaden niechciany grymas niezadowolenia. Wszyscy, co do jednego, zostali nagięci do naszej woli. Widzieli siebie jako sługi, nic więcej, nawet nie nikt, po prostu nic. Sama czerpałam przyjemność z tego, co można zrobić z umysłem drugiego osobnika, gdy tylko odpowiednio się go zmęczy nie tylko fizycznie ale i psychicznie.
       - Doceniam to... - tutaj oderwałam na chwilę swe spojrzenie od sługi by przenieść je na swego narzeczonego. Starał się, może nawet byłam w stanie to naprawdę docenić ... Może.
W każdym razie teraz podeszłam bliżej tego służącego, dalej jednak trzymałam swego rodzaju odległość. Oglądałam go dokładnie, me spojrzenie jednak nie zawierało w sobie nic innego poza czystym szacowaniem przydatności, umiejętności i tego jak się prezentował. Oceniałam go w głowie jak towar, nie istotę żywą, chociaż szczerze mówiąc niewiele im jak dla mnie brakowało.
      - Przyjmuję podarek.  Jestem zadowolona. Nosisz jakieś imię ?- nie robiłam tego często ale teraz zwróciłam się stojąc przed nim idealnie do niego. Nie w powietrze, nie do swego narzeczonego, tylko do niego samego. 
Moje tęczówki dalej mierzyły uważniej jego sylwetkę, chociaż musiałam delikatnie się wycofać, bowiem przy jego rozmiarach nie czułam się swobodnie. Ta różnica wzrostu mnie irytowała, postarałam się jednak by ten ruch był jak najbardziej swobodny, a nie odebrany jako rodzaj ucieczki. 
Chciałam również sprawdzić jedną rzecz. Byłam ciekawa czy wytrzyma moje tak uważne spojrzenie. Nie oczekiwałam jednak za wiele, czułam, że po prostu ucieknie gdzieś w bok swoim, lub spuści głowę. W końcu czego mogłam oczekiwać więcej po kimś takim ...?