Seth
Pozostałem spokojny, chociaż
miałem ochotę głęboko westchnąć. A więc przyszła tu bawić się mieczem i być
może sądzi, że to prosta rzecz, że od razu wszystkiego się nauczy. Kiedy okaże
się, że to nie jest do końca tak, albo wścieknie się na mnie, albo przestanie
chcieć się uczyć. Miejmy nadzieję, że to drugie.
– Problemem byłoby uczenie
się tej sztuki w sztucznych warunkach, pani. Skoro wasza wysokość i tak będzie
w większości sytuacji w sukniach, lepiej nie uczyć się w czymś, co nie krępuje
ruchów – odpowiedziałem, po czym wyprostowałem się i skinąłem głową na jej
rozkaz.
Skierowałem się do starej
zbrojarni, gdzie wciąż znajdowały się jakieś pordzewiałe, bezużyteczne dla
Justala miecze. Żaden majstersztyk, najprostsze z możliwych, ale takie były w
mojej opinii najlepsze dla początkujących. Z tej kupy żelastwa wybrałem
najmniejszy – bo dziewczyna była niewysoka, poza tym w życiu nie będzie ze sobą
nosić wielkiej broni obosiecznej albo długich szabel. W końcu znalazłem coś
odpowiedniego, co musiało być pierwotnie przeznaczone dla młodych kobiet lub
dzieci.
Wróciłem, po drodze zabierając ze
sobą swoją broń, po czym wręczyłem dziewczynie ten mniejszy. Skinąłem głową,
ale przez chwilę stałem niepewnie i patrzyłem na stal trzymaną w dłoni. Tym nie
mogli poruszyć – nie miało mechanizmu – o ile się dobrze orientowałem w ich
zdolnościach. Ustawiłem się obok niej, w bezpiecznej odległości. Wolałem nie
ryzykować stania naprzeciwko. I tak lepiej będzie jej w ten sposób obserwować
co robię i powtarzać, a przy okazji raczej się nie narażę. Choć oskarżanie mnie
o podnoszenia na nią miecza podczas gdy sama chciała ze mną ćwiczyć… Cóż, to
bardzo w ich stylu, prawdopodobnie.
Głęboki wdech i wydech. Do pracy.
– Najważniejsza jest praca
nóg – zacząłem spokojnie, stając na szeroko rozstawionych nogach, z prawą lekko
wysuniętą do przodu. – Nawet jeśli ktoś będzie nienagannie dzierżył broń i znał
każdy wypad oraz szarżę, nieważne jak będzie silny czy sprawny; jeśli nie
pracuje nogami, można go rozbroić bez pomocy broni. Czy wasza wysokość zna
podstawy? – Przy tych słowach odwróciłem się lekko przez ramię w jej stronę.
Nigdy nikogo nie ćwiczyłem. Sam
miałem najlepszego możliwego nauczyciela… Ale nigdy nie przekazałem tej wiedzy
dalej. Vashirzy nie chcą wiedzieć, jak trzymać miecz, jak poruszać się na
ugiętych nogach i jak parować ciosy, za to Kasandrosi nie potrzebują pomocy
kogoś takiego jak ja, skoro mają tabun instruktorów, którzy nigdy tak naprawdę
nie walczyli. W każdym razie, nie bardzo wiedziałem, jak przekazać to, co dla
mnie było naturalne i przychodziło odruchowo, właściwie bez myślenia o tym.
Starałem się powtarzać to, co sam
usłyszałem. Ale to było tak dawno temu…
– Kolana powinny być zawsze
lekko ugięte, a stopy muszą mieć pewny grunt, na którym się opierają –
kontynuowałem jak w transie. – Tak, żeby kiedy miecze się zderzą, człowiek się
nie zachwiał. Praca rąk jest ważna, ale wszystko i tak przenosi się na ziemię.
Zrobiłem jeden szybki krok do
przodu, po nim kolejny, bez unoszenia miecza ani machania nim. Na lekko
ugiętych kolanach, zwinnie jak kot. Myślę, że zdołałbym gołymi rękami pokonać
wszystkich tych paniczyków i paniusie, które tak przechwalają się swoimi
zdolnościami szermierskimi.
– Broń jest dodatkowym
obciążeniem dla ciała, dlatego trzeba ćwiczyć równowagę od razu z nią w dłoni.
Nawet osoba o świetnym zmyśle równowagi zachwieje się, kiedy trzyma coś, co nie
jest dla niej naturalne. Miecz to przedłużenie ramienia, nadgarstek jest
stawem, który będzie często nadwyrężany…
I tak gadałem, stawiając kolejne
kroki, lekko się odwracając i co chwila patrząc na księżniczkę. Po chwili
zatrzymałem się i opuściłem broń, ponownie wbijając ją w ziemię.
– Mówię za szybko czy raczej
wasza wysokość już to wszystko wie? – zapytałem neutralnym głosem, nie mając
nawet małej zadyszki. Tylko pot znów pokrył moje skronie przez duchotę unoszącą
się w powietrzu.