środa, 19 kwietnia 2017

43.



Seth

Pozostałem spokojny, chociaż miałem ochotę głęboko westchnąć. A więc przyszła tu bawić się mieczem i być może sądzi, że to prosta rzecz, że od razu wszystkiego się nauczy. Kiedy okaże się, że to nie jest do końca tak, albo wścieknie się na mnie, albo przestanie chcieć się uczyć. Miejmy nadzieję, że to drugie.
– Problemem byłoby uczenie się tej sztuki w sztucznych warunkach, pani. Skoro wasza wysokość i tak będzie w większości sytuacji w sukniach, lepiej nie uczyć się w czymś, co nie krępuje ruchów – odpowiedziałem, po czym wyprostowałem się i skinąłem głową na jej rozkaz.
Skierowałem się do starej zbrojarni, gdzie wciąż znajdowały się jakieś pordzewiałe, bezużyteczne dla Justala miecze. Żaden majstersztyk, najprostsze z możliwych, ale takie były w mojej opinii najlepsze dla początkujących. Z tej kupy żelastwa wybrałem najmniejszy – bo dziewczyna była niewysoka, poza tym w życiu nie będzie ze sobą nosić wielkiej broni obosiecznej albo długich szabel. W końcu znalazłem coś odpowiedniego, co musiało być pierwotnie przeznaczone dla młodych kobiet lub dzieci.
Wróciłem, po drodze zabierając ze sobą swoją broń, po czym wręczyłem dziewczynie ten mniejszy. Skinąłem głową, ale przez chwilę stałem niepewnie i patrzyłem na stal trzymaną w dłoni. Tym nie mogli poruszyć – nie miało mechanizmu – o ile się dobrze orientowałem w ich zdolnościach. Ustawiłem się obok niej, w bezpiecznej odległości. Wolałem nie ryzykować stania naprzeciwko. I tak lepiej będzie jej w ten sposób obserwować co robię i powtarzać, a przy okazji raczej się nie narażę. Choć oskarżanie mnie o podnoszenia na nią miecza podczas gdy sama chciała ze mną ćwiczyć… Cóż, to bardzo w ich stylu, prawdopodobnie.
Głęboki wdech i wydech. Do pracy.
– Najważniejsza jest praca nóg – zacząłem spokojnie, stając na szeroko rozstawionych nogach, z prawą lekko wysuniętą do przodu. – Nawet jeśli ktoś będzie nienagannie dzierżył broń i znał każdy wypad oraz szarżę, nieważne jak będzie silny czy sprawny; jeśli nie pracuje nogami, można go rozbroić bez pomocy broni. Czy wasza wysokość zna podstawy? – Przy tych słowach odwróciłem się lekko przez ramię w jej stronę.
Nigdy nikogo nie ćwiczyłem. Sam miałem najlepszego możliwego nauczyciela… Ale nigdy nie przekazałem tej wiedzy dalej. Vashirzy nie chcą wiedzieć, jak trzymać miecz, jak poruszać się na ugiętych nogach i jak parować ciosy, za to Kasandrosi nie potrzebują pomocy kogoś takiego jak ja, skoro mają tabun instruktorów, którzy nigdy tak naprawdę nie walczyli. W każdym razie, nie bardzo wiedziałem, jak przekazać to, co dla mnie było naturalne i przychodziło odruchowo, właściwie bez myślenia o tym.
Starałem się powtarzać to, co sam usłyszałem. Ale to było tak dawno temu…
– Kolana powinny być zawsze lekko ugięte, a stopy muszą mieć pewny grunt, na którym się opierają – kontynuowałem jak w transie. – Tak, żeby kiedy miecze się zderzą, człowiek się nie zachwiał. Praca rąk jest ważna, ale wszystko i tak przenosi się na ziemię.
Zrobiłem jeden szybki krok do przodu, po nim kolejny, bez unoszenia miecza ani machania nim. Na lekko ugiętych kolanach, zwinnie jak kot. Myślę, że zdołałbym gołymi rękami pokonać wszystkich tych paniczyków i paniusie, które tak przechwalają się swoimi zdolnościami szermierskimi.
– Broń jest dodatkowym obciążeniem dla ciała, dlatego trzeba ćwiczyć równowagę od razu z nią w dłoni. Nawet osoba o świetnym zmyśle równowagi zachwieje się, kiedy trzyma coś, co nie jest dla niej naturalne. Miecz to przedłużenie ramienia, nadgarstek jest stawem, który będzie często nadwyrężany…
I tak gadałem, stawiając kolejne kroki, lekko się odwracając i co chwila patrząc na księżniczkę. Po chwili zatrzymałem się i opuściłem broń, ponownie wbijając ją w ziemię.
– Mówię za szybko czy raczej wasza wysokość już to wszystko wie? – zapytałem neutralnym głosem, nie mając nawet małej zadyszki. Tylko pot znów pokrył moje skronie przez duchotę unoszącą się w powietrzu.