czwartek, 13 kwietnia 2017

40.


Amarantha

Droga powrotna zdecydowanie zajęła nam dłuższą chwilę. Sługa wybierał przy tym takie uliczki i drogi, byśmy nie rzucali się w oczy. Przy tym omijaliśmy większe skupiska ludzi, dzięki czemu mogliśmy podróżować z nieco większą prędkością. Moje ciało zdecydowanie nie mogło się doczekać aż dotrzemy na miejsce abym mogła się nim zająć. Chociaż czy rzeczywiście aż tak było mi źle? Dalej potrafiłam się poruszać a gdy tylko nie musiałam korzystać  swych umiejętności wszelakie oznaki osłabienia odchodziły daleko. Niemniej jednak nie zamierzałam więcej podróżować.
W końcu jednak dotarliśmy do pałacu. Myślami byłam już w wannie, wypełnionej gorącą wodą z dużą ilością wszelakich olejków i nie tylko. Aż miałam ochotę mieć w nosie to jak na mnie będą inni patrzeć, pobiec do budynku i zedrzeć z siebie to wszystko ... Ten pot mnie na tę chwilę dobijał i powodował obrzydzenie. Po mimo chęci, nie mogłam tego zrobić. Wielka szkoda, bo na swój sposób byłoby to wyjątkowo ... interesujące.
- Nie, to wszystko - po tym gdy mu odpowiedziałam, odwróciłam się i odeszłam w stronę wejścia do budynku. Nie czułam żadnego buczenia w głowie, co też mogło znaczyć, iż jednostki rodzicielskie były zadowolone, a co za tum idzie, nie mieli powodu by póki co ze mną się kontaktować. Kolejny sukces dnia dzisiejszego.  Nic tylko cieszyć się z tego, oczywiście nie na głos, by przypadkiem nie sprowadzić na zawał służbę albo kogoś jeszcze. Bo kto widział uśmiechającego się Kasandrosa? To był tak niecodzienny widok, że już prędzej z nieba zaczną spadać cukierki o smaku starych skarpetek! Brzmi absurdalnie? Nie bardziej niż ktoś z naszej rasy z uśmiechem.
Wydałam kilka poleceń i zaraz wszystko było uszykowane. Odświeżyłam się z wielką przyjemnością ale jak na złość ... nie chciałam siedzieć długo w tym pałacu. Nawet z potęgą jaką miałam w swych dłoniach, czułam się tutaj jak w zamknięciu, nie bardziej niż w domu, ale jednak siedzenie bezczynne niezbyt mi się podobało. Przyodziana zaraz w nowe odzienie, po raz kolejny różne odcienie zieleni zdobiły mą kreację. Do tego jak zawsze na mym ciele znalazły się srebrne dodatki z kamieniami szlachetnymi. Jeśli chodzi o materiał sukni, nie był on może sprowadzony ze stolicy, ale na jakoś nie narzekałam. Przyjemny w dotyku jednak nie ograniczał swobody ruchów. W dodatku  kreacja posiadała dłuższe rękawy, tak jak lubiłam. 
Nie minęło zbyt wiele czasu odkąd wróciliśmy a ja znów miałam siły by się poruszać i co gorsza, nie w głowie było mi leżenie. Miałam odpoczywać, odleżeć to wszystko. Zamiast być "dobrym"  Kasandrosem, postanowiłam wyjść ponownie na zewnątrz, oczywiście to co zostało wmasowane w me ciało, jak i odpowiednie tabletki, zapewniały mi ochronę przed słońcem. Irytowało mnie i grzało, co było niezwykle uciążliwe, ale zdecydowanie nie chciałam siedzieć dłużej w pałacu. 
Jako tako nie przyglądałam się jeszcze terenom otaczającym to miejsce, więc miałam teraz ku temu okazję. W stolicy nie wychodziłam poza pałac,  nie miałam po co, bo tak czy siak nie było tam nic wartego uwagi. Niemal wszystko wyglądało tak samo. Tutaj jednak sytuacja była inna, to też postanowiłam z niej skorzystać. W końcu nie sądziłam bym później miała jeszcze taką swobodę. Czułam, że mój narzeczony zdecydowanie będzie próbował ograniczyć mą osobę.
Powoli przechadzałam się po tym miejscu, z uwagą wszystko śledziłam, nie czyniłam jednak tego, by później tą wiedzę wykorzystać w wiadomym celu. Chodziłam i oglądałam ... dla siebie. Próżno mi było oczekiwać, iż poczuję coś takiego jak zachwyt. W pewien sposób chyba mogłam być podobna do swej rasy. To co widziałam ... nie działało na mnie tak, jak sprawnie działające maszyny, jak błyszcząca stal, jak te cuda w akcji ... 
W swym spacerze zawędrowałam jeszcze dalej niż bym się spodziewała. Nie miałam w planach znaleźć się tutaj, lecz dotarcie do czegoś, co było ... chyba jakimś dziwnym polem, nie było w mej głowie. Chociaż, ciekawość wzięła nade mną górę, bowiem nie odeszłam. Co jakiś czas gdy zawiał wiatr, moje drogocenne maleństwa wprawiały się w ruch, przez co dochodził z nich metaliczny dźwięk, one same zaś jeszcze dodatkowo zdawały się błyszczeć. 
Chociaż było tutaj o wiele więcej interesujących miejsc, ma uwaga koniec końców skupiła się na tym miejscu. Z dokładnością przyglądałam się terenowi wydzielonemu do walk jak i tym trybunom, które nie tylko dawały możliwości oglądania tego co działo się  na środku. Zdecydowanie to miejsce różniło się od tego, które jest w stolicy. Tam pod specjalną kopułą tworzyło się warunki, w których można było się znaleźć ale ... one nie były prawdziwe. Żaden z tam obecnych nie mógł czuć tego palącego słońca, nie mógł też poczuć w pełni tego piachu pod stopami. Z resztą ... po co nad tym by mieli się skupiać? Wszystko u nas było sztuczne, ale jeśli się nic nie czuło, nie miało to najmniejszego znaczenia. 
Z opóźnieniem zdałam sobie sprawę, że nie byłam tutaj sama. I w tym miejscu tak poświęciłam się przyglądaniu, iż zapomniałam, że wcześniej stąd dochodziły jakieś dźwięki. Me jaskrawe tęczówki zatrzymały się na osobie, która znajdowała się tutaj wcześniej. Ciemnoskóry mężczyzna, któremu przerwałam z pewnością jakieś ćwiczenia, był nie kto inny jak Seth. Ciekawe, że nie tak dawno jeszcze rozeszliśmy się. Swoją drogą, nie mogło minąć zbyt wiele czasu.