Seth
A jednak miała jakiś plan. Choć
wcześniej wydawała się zrobić wszystko, żeby stanąć przed całą komisją i
wyglądała na bardzo zdeterminowaną, na tyle, że zabiła człowieka. Cóż, nigdy
nie mogłem wykluczyć tego, że jest świetną aktorką. W końcu cały czas musi
udawać opanowaną, jak każdy Kasandros, nawet ten wściekły.
Skinąłem tylko głową. Na
szczęście nikt nas nie zapowiedział i w porę odesłałem człowieka z ochrony –
być może księżniczka chciała się pozbyć i jego, usunąć na zawsze. Tym razem
najwidoczniej liczyła się dyskrecja, a nie show dla plebsu. Nie znałem fabryk
tak dobrze, jak znałem miasto. Właściwie nie znałem w ogóle, to był pierwszy
raz, kiedy moja stopa stanęła na tym terenie. Wiedziałem tylko, że na pewno
poza zwykłymi, tyrającymi i odwalającymi najgorszą robotę Vashirami, pracowali
tu również Sledrysi i Kasandrosi. W końcu to wszystko, co ruszało się mimo że
nie żyło i ruszać się nie powinno było właśnie ich działką. Zarządzali,
kontrolowali, naprawiali większe usterki.
Rozmawiali z maszynami. Dziwne i
głupie, jeśli o mnie chodzi.
Przedostaliśmy się do głównej
fabryki i tamtędy skradaliśmy się dalej. W milczeniu, tylko od czasu do czasu
ostrzegałem ją przed pracownikami dzięki mojemu wyczulonemu na naturę i życie
zmysłowi. Nie wiedziałem, ba, nie miałem najdrobniejszej poszlaki żeby
wymyśleć, co robi. Po co tu przyszła? Rozumiem, że ciągnie ją do maszyn, w
końcu to jej świat, jak każdego z nich, ale skradanie się, oglądanie i
podsłuchiwanie to już inna sprawa. Może chciała dowiedzieć się, na czym stoi i
co będzie jej po zaręczynach, żeby nie brać kota w worku? Też bym nie ufał
Justalowi, więc mogłem to sobie wyobrazić, zwłaszcza że ktoś ze stolicy nie ma
bladego pojęcia o życiu w Dzikim Mieście. Ale to wydawało się jakoś… naciągane.
Zatrzymałem się od razu, kiedy
padł ten rozkaz. Upewniwszy się, że nie chodzi o zbliżających się ludzi,
wróciłem do rozważań. To było podejrzane. Było jak cholera, ale nie mogłem się
dopatrzeć żadnej logiki w jej działaniu. Przyjechała tu wczoraj… I już brała
się za zwiedzanie. Może chciała poznać ten świat? Ale po co, skoro w stolicy
mogła żyć jak królowa? Po co?
To pytanie natarczywie do mnie
powracało i drażniło mnie coraz bardziej. Niewiedza przeradzała się w frustrację.
Nawet nie chodziło już o to, że nie powiem Szlachcicowi jaki dokładnie miała
cel – w końcu miałem tylko obserwować, on sam zdecyduje co zrobić z moim meldunkiem.
Po prostu chciałem wiedzieć.
Ruszyłem za nią posłusznie, kiedy
oznajmiła, że możemy już wyjść. Dopiero po kilku sekundach coś mnie uderzyło, jak
strumień lodowatej wody prosto w twarz. Coś, co było dziwne i nie pasowało.
„Gotowe”?
Zmrużyłem oczy i wbiłem
spojrzenie w jej plecy, dokładnie między łopatki, kiedy szła przede mną wąskim
korytarzem. Co ty zrobiłaś i co jest tutaj gotowe, że możesz już odejść? Czy to
zbieg okoliczności? Po prostu chciała powiedzieć, że już się naoglądała i
niefortunnie dobrała słowa? Nie. Używała ich tak mało, że każde miało swój
dokładny, konkretny cel. To już zdążyłem zauważyć – nie rzucała słów na wiatr i
nie odzywała się bezcelowo. Ale nie zauważyłem, żeby robiła coś konkretnego
kiedy szliśmy przez fabrykę, oczywiście poza przyglądaniem się maszynom. Czy
zapamiętywała układ i robiła w głowie idealną kopię mapy? Nic o nich nie
wiedziałem. Nie mogłem założyć, że coś zrobiła, bo nie miałem pojęcia, do czego
jest zdolna.
Moja irytacja jeszcze się
pogłębiła. Cóż, to chyba zostanie jako zagadka dla Justala. Jest jednym z nich.
Droga powrotna zajęła nam dużo
czasu. Musieliśmy przedzierać się przez coraz gęściej zaludnione uliczki,
wybierałem też drogi mniej uczęszczane i węższe, żeby omijać największe ludzkie
skupiska, więc trochę nadrabialiśmy. Poza tym podczas naszej uroczej wycieczki
cały czas oddalaliśmy się od serca Dzikiego Miasta, czyli pałacu, i teraz
musieliśmy się o ten odcinek wrócić. Kiedy dotarliśmy, skłoniłem się kobiecie i
zacząłem się zachowywać znów tak, jak tego ode mnie oczekiwała klasa wyższa i
Kontrakt.
– Czy mogę coś jeszcze
zrobić, wasza wysokość? – zapytałem, wciąż w ukłonie.
Kiedy otrzymałem odpowiedź
negatywną, wyprostowałem się, odczekałem aż odejdzie i postanowiłem za nią nie
iść. I tak już dzisiaj długo się z nią nacierpiałem… I zdobyłem dla mojego pana
istotne informacje, których po prostu nie umiałem oczytać poprawnie. Z
pewnością były ważne.
Skierowałem się znów w stronę
tyłów posiadłości. Zamierzałem tą chwilę wolnego spędzić na arenie, jak zwykle,
mając nadzieję, że tam nikt nie będzie mi zawracał głowy skoro moja tymczasowa
pani mnie nie potrzebuje. Justala nie było… Idealna okazja do treningu.
Dotarłem na miejscu, zdjąłem płaszcz i kamizelkę, z niejakim szacunkiem
odłożyłem złoto i materiał na bok, po czym zabrałem się za wyczerpujące
ćwiczenia. Miałem wrażenie, że od ostatnich minęło tak dawno, że mięśnie mi
zardzewiały.
W ten sposób odpoczywałem.