Amarantha
Jego odpowiedź była dosyć ... interesująca. Nie byłam jednak do końca pewna na ile był ze mną w tej chwili szczery. Chociaż czy powinnam od niego oczekiwać tej szczerości? W końcu w gruncie rzeczy miał ze mną rozmawiać tylko dlatego, by utrzymać odpowiednie pozory. Równie dobrze moglibyśmy gadać cały czas o tym samym, a i tak nikt by na nas nie zwrócił większej uwagi. To, że jedno odpowiadało drugiemu było inną sprawą.
W każdym razie, nie mogłam zaprzeczyć iż potrafił ze mną rozmawiać co powodowało iż nieco przychylniej potrafiłam w jego stronę spojrzeć. Jednak było to coś jak z jednym z robaków grzebiących w ziemi. Nie wzbudzają raczej zbyt wielu pozytywnych uczuć, wiesz jednak, ze taki bezużyteczny nie jest, to też zazwyczaj daruje mu się życie. Zazwyczaj ...
Chwilę później zostałam zapytana o coś podobnego. Dokładniej skupiłam się na jego słowach a następnie zaczęłam się zastanawiać, jak uczyniłby prawdziwy Kasandros. Czy w ogóle byłby zdolny na wydanie pieniędzy na kogoś innego niż on sam? Wątpiłam w to szczerze mówiąc. To już by zostawili te pieniądze, chociażby tylko dlatego by zrobić na złość. Skoro nie nie mogą wydać na to, na co chcą, to w ogóle by ich nie ruszyli.
To by dokładnie zrobili ci z stolicy, byłam tego pewna. Jednak jak na złość w mej głowie pojawił się inny plan działania. Mój umysł funkcjonował odrobinę inaczej, co mogło być zaletą, aczkolwiek w obecnym środowisku uważałam go bardziej za wadę. Z resztą już spotkałam się z osobami "Wadliwymi", trzymali kiedyś takich na pokaz dla następnych pokoleń aby byli świadomi, co czeka każdego, kto jest do nic podobny. Ciekawy sposób na eliminowanie niechcianych osobników.
Z zamyśleń wyrwał mnie ponownie głos służącego. Nie patrzyłam już na niego co prawda, jednak nie znaczyło to, iż moja uwaga była poświęcona czemuś innemu.
- Sam chyba nie wierzysz w to o co pytasz. - o mały włos nie prychnęłam rozbawiona. Naprawdę aż tak bardzo nie potrafiłam się zachować jak należy, skoro jakiś sługa już zarzucił mi ciekawość? Doprawdy, nisko upadłam, skoro do czegoś takiego upadłam. Koniec końców jednak ... nie dałam mu tak naprawdę konkretnej odpowiedzi, jakie miałam w zwyczaju szczerze mówiąc udzielać.
Dalej podążałam już za nim a gdy tylko on się zatrzymał, uczyniłam to i ja. Mój wzrok przeleciał z uwagą po tym, co się przed nim znajdowało. Warunki stawały się coraz gorsze a moje ciało zdecydowanie coraz bardziej domagało się polepszenia warunków. Pierwsze krople potu spłynęły mi wzdłuż kręgosłupa. Dziękowałam sobie jednak za to, że podczas naszej przechadzki zostawiłam kolejne małe urządzenie, które wysłało sygnał do rodziców.
Prawdziwy smaczek jak się okazało, miałam przed sobą. Mój narzeczony zdecydowanie nic o tym nie wspominał. To co jednak czułam ... zdecydowanie ciekawe kąski się tam znajdowały. Aż kusiło by sprawdzić, jak daleko się posunęli. Czy może stanowią naprawdę zagrożenie dla nas czy może też moi rodzice przesadzili? Chociaż z drugiej strony ... to Dzikie Miasto stanowiło dla nas największe zagrożenie. Mówili mi już o tym tyle razy, coś musiało w tym wszystkim.
- Chcę tam wejść, już się postaram jednak, by wszystko poszło na moich warunkach - musiałam otrzeć sobie pot z czoła bowiem mój organizm naprawdę coraz gorzej sobie radził. Powinnam się już wycofać. Powinnam się do cholery wycofać.
- Przemyślałam twoje pytanie ... i odpowiedź dla mnie jest stosunkowo prosta. Podzieliłabym te pieniądze. Część bym dała tym, którzy pracują, by zachęcić ich do dalszej współpracy i utrzymać ich w odpowiednich ryzach, odpowiednia motywacja działa cuda. Nie sądzę jednak by jakoś ta część ludzi mnie zaskoczyła i zrobiła z nimi coś więcej, niż dalsze trzymanie się swego stanu. Jeśli chodzi o tych biedniejszych, potraktowałabym to jako ... inwestycje. Z jednej strony być może część z nich wiedziałaby jak zarządzić tymi pieniędzmi, tu jest szansa, że zyskają oni. Jakaś część z tych właśnie ludzi być może okazałaby się równie pożyteczna jak ci już pracujący, co byłoby dodatkowo zyskiem dla mnie. Z drugiej strony jestem jednak świadoma, że być może pieniądze mogą zostać wydane błyskawicznie, tylko po to, by przez jakiś czas żyć dobrze, a potem znów wrócić do dawnego stanu.- tutaj wzruszyłam ponownie delikatnie ramionami- Uważam jednak, że to wyjście byłoby korzystne dla obydwu stron, chociaż nie zraża mnie to, że równie dobrze, żadna ze stron nie wyniesie z tego korzyści.
Nie pytał mnie o to jak my byśmy postąpili, jak ogólnie ludzie z mojej rasy, pytał mnie o to jak j a bym postąpiła, więc miał swoją odpowiedź. Nie byłam pewna czy go to zadowoli, czy w głowie namiesza tylko bardziej. Miał ode mnie odpowiedź, a jeszcze nad nią trochę się zastanawiałam ... Było to szczere i tyle. Myślałam o zarobku co prawda, ale nie chciałam wpasować się w coś albo coś. Chwilami w życiu było to trzecie wyjście, należało tylko pomyśleć jak do niego dojść.
- Chodźmy, stojąc tutaj i tak się wpatrując w nowy cel, z pewnością przyciągniemy zbędną uwagę. - po tych słowach ruszyłam w stronę fabryki. Im bliżej jednak byłam, tym bardziej czułam te wszystkie maszyny.
- Czuję je ... jak na Dzikie Miasto ... muszę powiedzieć że Justal chyba trochę zna się na fachu - mruknęłam wnikając w te bardziej ... zewnętrzne maszyny. Słyszałam ich pracę, każda najmniejsza drobina prądu przelatywała przez me ciało. Wprost nie mogłam doczekać się by tam zajrzeć. Przy okazji miałam zamiar trochę namieszać, musiałam upewnić się na co ich stać jak i również, czy stanowią realne zagrożenie.
Z każdym krokiem byliśmy coraz bliżej i bliżej a gdy dotarliśmy na miejsce zaraz pojawiła się ochrona z ... czy oni mierzyli do mnie bronią? Do mnie? Cicho westchnęłam a gdy spytano się nas o to, kim jesteśmy i coś tam jeszcze, nie słuchałam, przeciągnęłam się powoli.
- Jeśli nie chcecie, by wasza własna broń w jednej chwili zwróciła się przeciwko wam, radzę odłożyć je.- ponownie w mym głosie zabrzmiała oschłość i chłód. Gdy jednak jeden z nich śmiał się zaśmiać ze mnie jakbym powiedziała jakiś żart, wyciągnęłam w jego stronę rękę a następnie moja bransoletka niczym wąż, wystrzeliła w stronę jego głowy. Oczywiste było iż jego czaszka nie stawiała za bardzo oporu. Przebiła się bez najmniejszego problemu od razu zabijając nieszczęśnika. Uwielbiałam swoje świecidełka. Wyglądały niegroźnie, ale były naprawdę mordercze. Teraz miałam przed sobą pierwszego trupa. Jaka szkoda ... mogli mnie posłuchać.
Zwykłym robolom nie musiałam się pokazywać.
- Powiem tylko raz, jeśli wasze mózgi nie nadążą za mymi słowami, skończycie jak was koleżka. Pragnę rozmawiać z tutejszym zarządem, natychmiast. - chociaż dłoń schowałam to jednak cały czas trzymałam pod kontrolą ich bronie. Jeden fałszywy ruch i wszystkie naraz mogły zwrócić się przeciwko nim. Widok byłby zabawy ale za dużo uwagi na nas by zwrócił! Miałam nadzieję, że osoby pilnujące wejścia miały chociaż troszeczkę rozumu.