poniedziałek, 10 kwietnia 2017

34.



Amarantha

Uniosłam brew słysząc jego pytanie o stolicę. Nie byłam pewna dlaczego wybrał akurat pytanie o nią, ale mogłam się domyślić, iż nic innego nie przychodziło mu do głowy na tę chwilę. Być może oczekiwałam zbyt wiele od kogoś takiego jak on. Postanowiłam jednak po kolei nawiązać do jego wypowiedzi, nawet, jeśli końcówka nie do końca przypadła mi do gustu.
- Nie jestem pewna, czy potrafię dobrze oddać jej charakter - mruknęłam w jego stronę z lekki zawahaniem - Stolica jest ... po prostu taka jak nasza rasa... Dumna, wyniosła, idealna. bez żadnych skaz - nie byłam jednak pewna czy dalej odpowiednio ujęłam to miejsce, jednak koniec końców i tak była to luźna rozmowa, nie relacja, która miała w pełni oddać nasze miejsce.
- Dla ciebie to może być bardziej więzienie. Wszędzie maszyny, wszędzie kamery, a nigdzie nie ma ani skrawka zieleni, no, chyba że w ogrodach zapewniających nam posiłek. Tam jeszcze coś rośnie, aczkolwiek nie jest to coś w pełni pochodzącego z natury. - zwolniłam nieco kroku przyglądając się teraz matce z  czymś co chyba było naprawdę małym dzieckiem Byli wyjątkowo chudzi. Każdą niemal kość widziałam u kobiety, przypominała w sumie manekiny do anatomii. Jakby lepiej im się tak przyjrzeć, to może nawet nie odróżniali się zbytnio od niego.
 Bieda tutaj była wszędzie, gdzie tylko nie spojrzeć. Tu gdzieś jakiś żebrak, tu jakiś trup leżał, z którego pożywienie czerpały ptaki ... Zdecydowanie rynek jaki wcześniej mijaliśmy był nieporównywalnie lepszym miejscem niż to. Jak na złość mój żołądek dziwnie się przewracał. Z pewnością była to wina tego jakże okropnego miejsca. Nie działało to na mnie dobrze. Musiałam przyśpieszyć i zrobić to, co musiałam. Czas mnie tak naprawdę naglił.
Znów przyśpieszyłam tempa a następnie przemówiłam dalej.
- W przeciwieństwie co do niektórych z mej rasy, jestem świadoma, iż gdy tylko nie patrzymy, jesteście w stanie posyłać w nasze plecy wzorkiem ostrza.  Dlatego nigdy nie zdejmuję ze swego ciała broni, nawet gdy śpię - nie śmiałam mówić iż każdy jeden Kasandros taki był, bo moi rodzice również zawsze spali uzbrojeni w coś.
- Znów odbiegam od tematów.- sięgnęłam do włosów by je przeczesać palcami- Jestem ... słabym rozmówcą. Miej jednak na względzie iż to pierwszy raz kiedy ... właściwie tyle mówię. W Missynoue jakoś nie miałam ku temu sposobności - wzruszyłam delikatnie ramionami, bowiem nie chciałam by brzmiało to jakoś sentymentalnie. Po prostu ... byłam szczera. Nie umiałam odpowiednio rozmawiać, bo jak zauważył, zazwyczaj wypowiadam krótkie, proste i zrozumiałe ... komendy. Do tego byłam tak wychowana, nie znałam się naprawdę na rozmowie. Mógł czuć się jak worek treningowy, ale trudno.  Jak już sam zauważył, życie nie było fair.
- Powiedzmy, że masz sporo pieniędzy, może nie majątek, ale ich całkiem sporo ... pieniądze są w dodatku tylko twoje, zarobione.  Co zrobiłbyś z tymi pieniędzmi? Spróbował ratować kogoś stąd? Dałbyś każdemu  po trochę? Może wybrałbyś jakąś rodzinę i to jej pomagał? Czy może starał się coś u ciebie zmienić? - zwróciłam twarz na chwilę w jego stronę, tak by spod kaptura para barwnych tęczówek spoczęła na jego osobie. Oczywiście nie zatrzymywałam się, chociaż również nie traciłam uwagi. Tym razem nie zamierzałam dać się zaskoczyć.