poniedziałek, 10 kwietnia 2017

33.



Seth

Nigdy nie sądziłbym, że zwykłe kawałki metalu z ukrytym mechanizmem są groźne, gdybym nie widział w swoim życiu już tyle przykładów ich użycia przez Kasandrosów. Oczywiście… Wybieramy się do najbiedniejszej dzielnicy, gdzie ludzie są gotowi zrobić naprawdę wszystko, byleby przeżyć kolejną noc, a ona gotuje się na to, żeby ich zarżnąć. Po kimś takim nigdy nie spodziewałbym się więcej, nie czułem się więc bardzo rozczarowany.
Droga do slumsów zajęła nam więcej niż zwyczajnie zajęłaby mi, głównie dlatego, że księżniczka nie miała za grosz pojęcia, jak się poruszać po mieście. Gdyby była wyrozumiała dla mojej rasy, być może teraz mógłbym ją usprawiedliwić tym, że nigdy nie była pewnie w prawdziwym Dzikim Mieście. Ale nie była, więc w myślach kląłem na nią i cały jej ród w każdej chwili, w której zachowywała się głupio lub nieodpowiednio. Spowalniała nas, mimo to już po dwudziestu minutach byliśmy na miejscu. Początkowo zaczynały się łagodnie, nie było jednej konkretnej granicy, po przekroczeniu której zaczynał się świat skrajnego ubóstwa. Dopiero po zagłębieniu się w plątaninę uliczek dało się zauważyć, że klimat się zmienia. Nawet obskurny rynek, który przed chwilą opuściliśmy mógł wydawać się niemal pałacem królewskim dla tych, którzy tu przebywali na co dzień.
Czy naprawdę miałem szczęście służyć Justalowi? Jeśli to było alternatywą… Ale tutaj ludzie przynajmniej mogli nazwać się wolnymi. Mogli odebrać sobie życie kiedy tylko im się na tyle uprzykrzyło. Otrząsnąłem się z tych myśli i skupiłem na podłożu, żeby przypadkiem nie nastąpić na jakiegoś żebraka, którzy leżeli rozwaleni pod ścianami budynków. Poza tym musiałem zachować czujność. Księżniczka niebezpiecznie co jakiś czas wychylała głowę z kaptura, zagrażając tym oczywiście nie tylko sobie.
Siostry? Poważnie? To coś rozpleniło się na tyle osobnych potworów? Jakby jedna im nie wystarczyła… Ewidentnie była do nich negatywnie nastawiona, skoro najwidoczniej zakończeniem jej zdania było „się stało”. Natychmiast pomodliłem się do wszystkich bogów, jakich znałem imiona i w których nawet nie wierzyłem, żebym nigdy nie musiał tego spotkać. Choć może na zasadzie kontrastu one nie były takie złe? Nie, chyba to jednak oksymoron – dobry Kasandros. Oby tylko księżniczka nie ściągnęła tu swojej rodzinki.
Wolałem nie odzywać się na ten temat, zwłaszcza że ona znów mówiła o tym, o czym nie powinienem wiedzieć. Z drugiej strony, to na pewno nieuprzejme, tak się nie odezwać… Nie miałem pojęcia. Nie szkolono mnie w prowadzeniu konwersacji ze swoimi panami, bo nikt nigdy z nami nie rozmawiał poza wydawaniem rozkazów. A przynajmniej nikt tego nigdy nie widział.
Na szczęście wybawiła mnie z niezręczności odpowiedzi na to stwierdzenie. A, tak, jasne, że chcę zapytać. Najważniejsze: po co chcesz przyglądnąć się miastu podczas gdy Justala w nim nie ma i każesz mi o tym milczeć? Ale też wiele innych. Dlaczego uważasz się za lepszą od tego żebraka pod ścianą, którego życie skopało już zbyt wiele razy by mógł wstać? Dlaczego nas zniewoliliście? Dlaczego nas zabijacie bez mrugnięcia okiem za przewinienie jakim jest chociaż krzywe spojrzenie w waszą stronę? Dlaczego uważacie się za bogów mających władanie nad życiem i śmiercią skoro wasze rządy są tak beznadziejne? I w końcu…
Dlaczego zabraliście Mei?...
Odpowiedz na to, kobieto, a później możesz brać się za zakopywanie moich zmasakrowanych zwłok.
Spojrzałem na niebo. Na horyzoncie zbierały się chmury, które być może ochłodzą ziemię popołudniem ulewnym deszczem. Chciałem tylko oderwać wzrok od nędzy i biedy, odepchnąć myśli, które niczemu nie służyły. Znaleźć jakieś nieistotne pytanie, za zadanie którego nie zostanę skazany na śmierć.
– Jaka jest stolica? – zapytałem w końcu. Nie interesowała mnie w rzeczywistości, w końcu i tak nigdy jej nie zobaczę, ale nic innego nie przychodziło mi do głowy. Nic bezpiecznego, na co odpowiedź mogła być ogólna. – Słyszałem wiele rzeczy, ale wśród nas krąży tysiące plotek i legend. O was, o świecie wcześniej, co odważniejsi mówią też o nas… w czasach sprzed zniewolenia.
Kurwa no. Miałem być politycznie poprawny. Zagryzłem język, choć na to było już raczej za późno. A jeśli teraz każe wymordować tych, którzy opowiadają takie rzeczy?... Seth, coś ty najlepszego zrobił. Zapomniałeś już, że to nie jest zwykła, swobodna rozmowa? Że masz przed sobą jednego z potężniejszych Kasandrosów, który pewnie posiadają siłę do zrównania tych choćby slumsów z ziemią?