Seth
Nigdy nie sądziłbym, że zwykłe
kawałki metalu z ukrytym mechanizmem są groźne, gdybym nie widział w swoim
życiu już tyle przykładów ich użycia przez Kasandrosów. Oczywiście… Wybieramy
się do najbiedniejszej dzielnicy, gdzie ludzie są gotowi zrobić naprawdę
wszystko, byleby przeżyć kolejną noc, a ona gotuje się na to, żeby ich zarżnąć.
Po kimś takim nigdy nie spodziewałbym się więcej, nie czułem się więc bardzo rozczarowany.
Droga do slumsów zajęła nam
więcej niż zwyczajnie zajęłaby mi, głównie dlatego, że księżniczka nie miała za
grosz pojęcia, jak się poruszać po mieście. Gdyby była wyrozumiała dla mojej
rasy, być może teraz mógłbym ją usprawiedliwić tym, że nigdy nie była pewnie w
prawdziwym Dzikim Mieście. Ale nie była, więc w myślach kląłem na nią i cały
jej ród w każdej chwili, w której zachowywała się głupio lub nieodpowiednio.
Spowalniała nas, mimo to już po dwudziestu minutach byliśmy na miejscu. Początkowo
zaczynały się łagodnie, nie było jednej konkretnej granicy, po przekroczeniu
której zaczynał się świat skrajnego ubóstwa. Dopiero po zagłębieniu się w
plątaninę uliczek dało się zauważyć, że klimat się zmienia. Nawet obskurny rynek,
który przed chwilą opuściliśmy mógł wydawać się niemal pałacem królewskim dla
tych, którzy tu przebywali na co dzień.
Czy naprawdę miałem szczęście
służyć Justalowi? Jeśli to było alternatywą… Ale tutaj ludzie przynajmniej
mogli nazwać się wolnymi. Mogli odebrać sobie życie kiedy tylko im się na tyle
uprzykrzyło. Otrząsnąłem się z tych myśli i skupiłem na podłożu, żeby
przypadkiem nie nastąpić na jakiegoś żebraka, którzy leżeli rozwaleni pod
ścianami budynków. Poza tym musiałem zachować czujność. Księżniczka
niebezpiecznie co jakiś czas wychylała głowę z kaptura, zagrażając tym
oczywiście nie tylko sobie.
Siostry? Poważnie? To coś rozpleniło
się na tyle osobnych potworów? Jakby jedna im nie wystarczyła… Ewidentnie była
do nich negatywnie nastawiona, skoro najwidoczniej zakończeniem jej zdania było
„się stało”. Natychmiast pomodliłem się do wszystkich bogów, jakich znałem
imiona i w których nawet nie wierzyłem, żebym nigdy nie musiał tego spotkać.
Choć może na zasadzie kontrastu one nie były takie złe? Nie, chyba to jednak
oksymoron – dobry Kasandros. Oby tylko księżniczka nie ściągnęła tu swojej
rodzinki.
Wolałem nie odzywać się na ten
temat, zwłaszcza że ona znów mówiła o tym, o czym nie powinienem wiedzieć. Z
drugiej strony, to na pewno nieuprzejme, tak się nie odezwać… Nie miałem
pojęcia. Nie szkolono mnie w prowadzeniu konwersacji ze swoimi panami, bo nikt
nigdy z nami nie rozmawiał poza wydawaniem rozkazów. A przynajmniej nikt tego
nigdy nie widział.
Na szczęście wybawiła mnie z
niezręczności odpowiedzi na to stwierdzenie. A, tak, jasne, że chcę zapytać.
Najważniejsze: po co chcesz przyglądnąć się miastu podczas gdy Justala w nim
nie ma i każesz mi o tym milczeć? Ale też wiele innych. Dlaczego uważasz się za
lepszą od tego żebraka pod ścianą, którego życie skopało już zbyt wiele razy by
mógł wstać? Dlaczego nas zniewoliliście? Dlaczego nas zabijacie bez mrugnięcia
okiem za przewinienie jakim jest chociaż krzywe spojrzenie w waszą stronę?
Dlaczego uważacie się za bogów mających władanie nad życiem i śmiercią skoro
wasze rządy są tak beznadziejne? I w końcu…
Dlaczego zabraliście Mei?...
Odpowiedz na to, kobieto, a
później możesz brać się za zakopywanie moich zmasakrowanych zwłok.
Spojrzałem na niebo. Na
horyzoncie zbierały się chmury, które być może ochłodzą ziemię popołudniem
ulewnym deszczem. Chciałem tylko oderwać wzrok od nędzy i biedy, odepchnąć
myśli, które niczemu nie służyły. Znaleźć jakieś nieistotne pytanie, za zadanie
którego nie zostanę skazany na śmierć.
– Jaka jest stolica? –
zapytałem w końcu. Nie interesowała mnie w rzeczywistości, w końcu i tak nigdy
jej nie zobaczę, ale nic innego nie przychodziło mi do głowy. Nic bezpiecznego,
na co odpowiedź mogła być ogólna. – Słyszałem wiele rzeczy, ale wśród nas krąży
tysiące plotek i legend. O was, o świecie wcześniej, co odważniejsi mówią też o
nas… w czasach sprzed zniewolenia.
Kurwa no. Miałem być politycznie
poprawny. Zagryzłem język, choć na to było już raczej za późno. A jeśli teraz
każe wymordować tych, którzy opowiadają takie rzeczy?... Seth, coś ty
najlepszego zrobił. Zapomniałeś już, że to nie jest zwykła, swobodna rozmowa?
Że masz przed sobą jednego z potężniejszych Kasandrosów, który pewnie posiadają siłę do zrównania tych choćby slumsów z ziemią?