poniedziałek, 10 kwietnia 2017

32.


  Amarantha

Gdy tylko usłyszałam jego prawdziwe imię skrzywiłam się nieco. Imię rzeczywiście było dłuższe i zdecydowanie wymagało zbyt wielkiego wysiłku aby je poprawnie wymówić, jeśli nie miało się styczności z ich mową od ... dłuższego czasu. To co słyszałam próbowałam wymówić w myślach, ale ni jak miało to się do tego co słyszałam. To wywołało u mnie już irytację, bowiem było coś, czego nie potrafiłam zrobić. Nie podjęłam jednak kolejnych prób, bowiem mój umysł miał z pewnością o wiele ważniejsze rzeczy do przetworzenia, niż imię jednego z wielu sług. Miałam tylko cichą nadzieję, iż mój umysł nie uzna tego za wart zapamiętania, i nie będzie mi wypominał tego, że nie umiałam wymówić odpowiednio imienia. W myślach również musiałam przyznać iż Seth, jego imię chyba już miało zostać w mej głowie, potrafił dobierać słowa by przypadkiem mi się nie narazić. Nawet jeśli to był jego obowiązek i mógł, a nie powinien, myśleć o nas inaczej, to nie obraził mej rasy. Zbytnia długość była w rzeczywistości dla nas niewygodna, nie mniej jednak, gdyby użył innego słowa, z pewnością dostałby odpowiednią naganę z mej strony
  Im dłużej byliśmy w terenie tym bardziej było mi gorąco pod tym płaszczem. Czułam jak moje ciało coraz bardziej odczuwało już skutki tego wyjścia. Obawiałam się, iż jak na pierwszy taki dłuższy wypad, to mogło okazać się ponad moje ... chęci. Może nie groziło mi spaleniem ale i tak już jedno miejsce widziałam. Mimo to, drobne mechanizmy dalej ciążyły mi w kieszeni przypominając o sobie. Był czas, nie musiałam przecież wszystkiego na raz zrobić. 
 Gdy sługa myślał nad kolejnym miejscem, ja jeszcze chwilę swym wzrokiem latałam po tutejszej okolicy. Nawet jeśli patrzyłam na to wszystko z innej ... perspektywy, jako wadliwa, nie odczuwałam nic głębszego w stosunku do tych ludzi. Może coś mogło się przejawić, aczkolwiek to dziwne coś, mogło być wynikiem niewygody, jak i ciepła jakie tutaj panowało. Przy tym oczywiście mogło nie mieć wspólnego absolutnie nic z tymi niewolnymi.
Wracając jednak do tych slumsów . Szczerze mówiąc było to ostatnie miejsce do którego chciałam się zapuszczać. Ich rynek to jedno, miejsce jednak, które on mi opisał, zdecydowanie nie było odpowiednie dla księżniczki. Ba! Dla każdego szanującego się osobnika. Nie miałam pewności, czy chciałam aż tak nisko zejść. Poruszać się nawet pomiędzy gnijącymi zwłokami ... Tyle zarazków, nie wspomnę już o smrodzie...
 Wyjątkowo dobitnie poczułam smak obrzydzenia w ustach. Miałam zdecydowanie o wiele większe opory przed ruszeniem się w tamtą stron. Już nawet wyobrażałam sobie jakie rzeczy mogą me oczy ujrzeć. Oddychanie przez usta w razie czego powinno mnie uratować. W minimalnym stopniu chociażby.
Przynajmniej w cieniu jeszcze było znośnie ...
- Ruszajmy, w razie czego jestem przygotowana gdyby ktoś pozwolił sobie nazbyt wiele - tutaj na chwilę spod płaszcza wyjęłam swą dłoń uzbrojoną w kilka niegroźnie wyglądających bransoletek.  Przy odpowiednim oczywiście użytkowniku broń mogła być naprawdę ciężkim przeciwnikiem. Na potrzeby jednak wyjścia wszystko skrzętnie skrywałam pod obszernym płaszczem. Jak wspomniałam ... potrzebowałam pozostać niezauważoną.
Po mimo swych słów dalej nie zniknęły opory by się tam ruszyć. No dalej, musisz to zrobić. Twoja duma nie ucierpi, tak bardzo, jeśli nikt się nie dowie. Musiałam tam jednak wejść. Raz... dwa... trzy.
W końcu przemogłam się i ruszyłam. To na co się jednak przygotowałam ... powiedzmy, że wcale nie poszalała moja wyobraźnia. Slumsy to slumsy, widać w pełni różnice majątkowe. Nawet jeśli z początku miałam opory to mój krok był pewny i spokojny. Starałam się nie wzdrygać gdy teren po którym chodziłam nie do końca miejscami był stały. 
Duchota nie była taka zła, właściwie myślałam iż będzie gorzej ale ... mogłam jeszcze spokojnie oddychać. Tam długo, jak nie dusiłam się, tak długo mogłam tutaj przebywać. Nie oznaczało jednak, iż robiłam to z przyjemnością. Szczelnie owinięta płaszczem,  w pewien sposób odcinałam się od tego miejsca. Byłam tutaj, ale nie do końca, nie pozwalałam bodźcom z tego ... chlewu mnie dotykać.
- Słyszeć o czymś, a ujrzeć to na własne oczy ... Nieporównywalne doświadczenia. - mruknęłam dosyć cicho pod nosem. Poprawiłam na głowie kaptur nieco, jednak w pewnym stopniu utrudniał mi on widoczność, to też raz na jakiś czas musiałam wyglądać spod niego.
- Wiesz, nie potrafię się śmiać, jest to mi tak obce ale ... jestem pewna, że potrafiłabym wydać z siebie coś podobnego do tego, gdybym mogła dać tutaj swoje ... sios ... try . Odczułabym nawet ... satysfakcję, gdyby przypadkiem ... tylko przypadkiem, lub z mym drobnym udziałem coś im ... - oh, o wiele gorzej im życzyłam, ale mówienie co dokładnie bym im zrobiła byłoby zbyt nacechowane negatywnymi uczuciami. Nie mogłam po raz kolejny pozwolić sobie na coś takiego. Nie w towarzystwie jednego i tego samego sługi, chociaż nie sądziłam, by potrafił sobie coś w głowie układać w związku z tym.
- Chcesz jednak może ty mnie o coś spytać? - w końcu ostatnio ja zadałam mu pytanie, więc on również mógł coś takiego uczynić. Nie aby w rozmowie obowiązywała takowa wymiana raz jedna strona raz druga, po prostu póki miał tę możliwość, mógł pytać. Po powrocie obowiązywałby go już normalne reguły i jego swoboda zniknęłaby niemal całkowicie. Dlatego, nawet jeśli tylko dla pozorów rozmowy, mógł korzystać z mej dobroci.