niedziela, 9 kwietnia 2017

30.


Amarantha

   Gdy sługa zabrał głos, zamieniłam się w słuch, no, postarałam się, bowiem swoim wzrokiem dalej latałam po okolicy jaką aktualnie mijaliśmy. W końcu ten spacer nie był moją zachcianką od tak. Był to cholerny wymóg, który zmuszał mnie do zdecydowanie zbyt nieprzyjemnych rzeczy. Do pewnego stopnia to było jednak znośne. Przynajmniej miałam drobne "wsparcie", które umożliwiało mi swobodne przechadzanie się w tym miejscu.
      Jeśli chodzi o poruszony temat ... Nie aby było inaczej niż myśleliśmy. Nie mieli czegoś takiego jak my, i całe szczęście, bowiem nie mieli powodów.  Nie mniej jednak zdobywałam dodatkową wiedzę, co mój umysł cieszyło. Nawet, jeśli to było taką błahostką.  Mej uwadze ponownie nie umknęło w jaki sposób wykorzystał użyte przeze mnie słowo. Jakiekolwiek spieranie się, czy zwracanie na to uwagi, w najmniejszym calu, nie leżało w mym interesie, w dodatku nie przyniosłoby mi żadnych korzyści. Dlatego po raz kolejny to przemilczałam, nawet to wychodziło mi na plus, bowiem lepiej słyszałam to co mówił.
     Poruszenie tematu dotyczącego naszych młodych ... niezbyt spodobało mi się. Oczywiście nie była to również rzecz, o której nie mówi się, nie było to również nic wstydliwego. Problem leżał we mnie, we wspomnieniach, które nocami mnie męczyły. Te wszystkie igły, rurki, rozmazane sylwetki naukowców i pseudo rodziców. Pamiętam nawet jak małymi piąstkami waliłam w ścianę bowiem chciałam uciec. Panika jaką czułam za każdym razem gdy mnie wybudzali aby sprawdzić efekty ... Nie, to nie było coś, o czym chciałabym mówić komukolwiek, szczególnie istocie, która nigdy nas nie zrozumie. 
    Oczywiście w swym zamyśleniu moje wszelakie odruchy poszły w niepamięć.  Najpierw poczułam uchwyt a chwilę później ktoś mnie pociągnął w swoją stronę. Otworzyłam szerzej oczy bowiem tak, jak na tę chwilę moja sfera została naruszona ... Zaraz moja klatka piersiowa zaczęła poruszać się szybciej, gniew pojawił się, bowiem jakim prawem mógł coś takiego uczynić. Oczywiście chciałam już na niego podnieść głos, gdy poza tym jawnym naruszeniem mej przestrzeni osobistej, dotarło do mnie coś jeszcze. Właściwie ... ten sługa od tak dla przyjemności z pewnością tego nie uczynił. Nie zrobił tego też by zrobić mi na złość. On tak naprawdę w porę odciągnął mnie przed stratowaniem. Nie zmienia to jednak faktu, że żółć już podeszła mi do gardła a lekkie torsje przewinęły się przez me ciało. Mocniej zagryzłam język i cokolwiek we mnie wrzało, schowałam głębiej pod płaszcz.
       Gdy tylko było już bezpiecznie, sprawnym i szybkim ruchem odsunęłam się od tego osobnika, bo przez to, że tak mnie zaskoczył, nie stawiałam żądnego oporu i na niego delikatnie mówiąc poleciałam. 
          - Dobry refleks - z pewnością brzmiało to wyjątkowo sztucznie, substytut "dziękuj" w mym wykoaniu, zwłaszcza, że od tak nie mówimy podobnych rzeczy, jednak było to po części prawdą. Gdyby nie zareagował nie skończyłoby to się za dobrze, chociaż nie czynił tego bo w jakikolwiek sposób zmartwił się o mnie, uczynił to tylko i wyłącznie z powodu tego kim był, mym ochroniarzem. Nie było innej opcji, bowiem w nagły przypływ "troski" w stosunku do  mnie bym nie uwierzyła- Gdybyś z pewnością nie zareagował, ja bym miała wyjątkowo ... mało przyjemne zderzenie. - oczywiste było dla mnie, i z pewnością dla tego sługi również, że od tak tego bym nie popuściła. Nawet jeśli nie jawnie, z pewnością odebrałabym sobie to wszystko, a może nawet i jeszcze więcej.
         Obiecałam sobie jednak w myślach, by trzymać się bliżej ziemi, nie zaś sfer myśli i gdybań.
         - Chodźmy dalej - mruknęłam i powoli ruszyłam w stronę, w którą szliśmy wcześniej. Gdy tylko Valshir ponownie mi towarzyszył odezwałam się- Wiesz ... czasami niewiedza bywa błogosławieństwem.  Są rzeczy o których lepiej nie wiedzieć, a to jak my przychodzimy na świat...- tutaj pokręciłam głową krzywiąc się w wyjątkowo okropny sposób. Cieszyłam się jednak, że nic z mej twarzy nie widać - nie zastanawiaj się po prostu nad tym. Lepiej dla ciebie.
        Było to ostrzeżenie, chociaż nie uważałam by nagle zaczął do Kasandrosów podchodzić i o to wypytywać. Nie mniej jednak jak zacznie łączyć sobie fakt, które usłyszał ode mnie, to co z pewnością inni od nas mówią... Z resztą co mnie to! Niech sobie robi co chce.
     Nawet jeśli tutaj Kasandrosi mogli w jakiś inny sposób się rozmnażać ci  p r a w d z i w i  zdecydowanie mieli swój jedyny i niepowtarzalny sposób.
       Odegnałam od siebie po raz kolejny niechciane obrazy, zdecydowanie wybrały sobie nie odpowiedni moment na nękanie mnie. Po cichu liczyłam, iż rodzinka nie będzie próbowała się ze mną skontaktować, bowiem jeszcze przez przypadek wyślę im niechciane myśli.
        - Seth ... to nie jest twoje prawdziwe imię ... - postarałam się zmienić temat na jakiś zdecydowanie odbiegający od mej osoby. Nawet jeśli nie tyczył się on mnie bezpośrednio, zahaczał zdecydowanie o to, czego nie chciałam pamiętać, a do cholery pamiętałam w każdym szczególe - Jakie zatem jest ono ? - dziwiłam się sobie, iż w ogóle zapamiętałam to, ale brzmiało dosyć ciekawie, smakowało w ustach również nie najgorzej więc mój umysł w jakiś sposób już to sobie skojarzył.
         Raz usłyszałam jak jedna z naszych służek wydała z siebie bardzo dziwny dźwięk od którego moje gardło by chyba padło, ale to nie był warkot, nie był świergot, to było imię innej kobiety. Oni mieli swoje ... wyjątkowo dziwne imiona. Ni jak dla nas do wypowiedzenia, chociaż założę się o cały swój majątek, iż żaden człowiek o odpowiednio uprzywilejowanej pozycji, nie trudził się nawet. Wystarczała nam ta skrócona forma.
          Po raz kolejny moje spojrzenie zatrzymywało się na stoiskach, na których na powrót znajdowały się rzeczy do jedzenia. Niestety przez tłumy musiałam jeszcze bardziej zmniejszyć dystans pomiędzy mną a mym rozmówcę, co wyjątkowo nie było mi w smak. Wolałam być już bliżej znanego mi ... aniżeli całkiem obcego. Nawet jeśli mój płaszcz dostatecznie mnie chronił. Odległość coraz bardziej między nami się zmniejszała, nie było to jednak moją winą. Czułam się tak osaczona, iż mój oddech stał się o wiele bardziej płytki i urywany. Jakbym zdecydowanie miała za sobą już część maratonu ...