niedziela, 9 kwietnia 2017

29.



Seth

Wciąż patrzyłem z góry na jej głowę pod materiałem, kiedy usłyszałem dochodzące stamtąd syknięcie. Tym razem nie powstrzymałem krzywego uśmiechu niewiele mającego wspólnego z prawdziwą radością – po prostu cieszyłem się faktem, iż pierwszy raz mogę zwrócić się tak do Kasandrosa i nie zawisnąć jeszcze tego samego dnia na stryczku. Z każdą kolejną chwilą chciałem posunąć się jeszcze dalej w tej rozmowie, z której podobno mają nie być wyciągane konsekwencje. Podobno, słowo-klucz.
Zdziwił mnie jej słowotok. Tyle informacji… I tyle złości w tych słowach… Czy to też tylko część gry? Ale chyba nie kłamała – z tego co wiem, ograniczając się do strzępków informacji dostępnych publicznie o Kasandrosach, chyba faktycznie mieli jakiś dziwny kult ciała. Nie rozumiałem tylko jaki miała cel, mówiąc mi to wszystko. Owszem, udawanie normalnej rozmowy to jedno, ale gadanie o ich rasie zamiast o pogodzie to zupełnie inna para kaloszy. Czekała mnie jeszcze większa niespodzianka, kiedy to zaczęła mówić o seksie i ich wadach, czy też eksperymentach, głosem całkowicie wypranym z uczuć. Na chwilę oniemiałem. Coś tu mi się nie zgadzało, chociaż nie mógłbym wskazać, co dokładnie. Z jednej strony, księżniczka mówiła o wadliwości w odniesieniu do emocji, z drugiej strony sama przed chwilą wydawała się wzburzona. Miałem mętlik w głowie. Zamiast cokolwiek rozwiązać i czegokolwiek się dowiedzieć, wszystko robiło się tylko bardziej skomplikowane. Musiałem w wolnej chwili usiąść i głębiej nad tym pomyśleć, ułożyć sobie w głowie to, co widzę i znam oraz to, co powiedziała o swojej rasie księżniczka.
Więc czy to prawda? Czy legendy i podania w tym się nie mylą i oni naprawdę nie odczuwają emocji? Przynajmniej nie w takim stopniu, w jakim my odczuwamy. Jaka to ironia losu – mogąc cieszyć się władzą i pieniędzmi, brakiem zwierzchnictwa i ucisku… Nie mieć uczuć.
– Problemu? – niemal prychnąłem, na chwilę kompletnie zapominając do kogo się zwracam. Odchrząknąłem tylko, starając się nie wypluć słów, które cisnęły mi się na usta. „Według was uczucia to problem?” – Tak, pewnie nawet więcej niż zaspokoiłaś… Thia – dodałem głośniej po krótkiej pauzie, czując przyjemne palenie adrenaliny w żyłach i przyspieszone bicie serca. Byłem chyba pierwszym z mojego ludu, który odezwał się tak do kogoś z rodziny królewskiej, w ogóle z ich rasy. I, co najdziwniejsze, wciąż chciałem przesunąć granicę dalej.
Minęliśmy kilka kolejnych skrzyżowań i powoli zbliżaliśmy się do końca tej dzielnicy. Kilka razy jeszcze przed oczami pojawiła mi się kobieta wykonująca najstarszy zawód świata, ale nie zaczepiła nas ani jedna. Właśnie wyszliśmy na główną aleję, na której był zawsze największy ruch, po czym ruszyliśmy dalej z tłumem w stronę targu warzywnego. Gdybym coś pił, pewnie na słowa kobiety od razu bym to wypluł. Na bogów! Czy ona się mnie pyta o zdanie? Pierwszym odruchem była myśl „Nie twój zasrany interes”, ale to oczywiście zbyt stanowczo naruszyłoby warunki naszej umowy. Nawet ja nie byłem tak szalony.
– To tylko akt – odpowiedziałem, wzruszając przy tym ramionami. Zakładałem, że nie była tym faktycznie zainteresowana, tylko zapytała o to, żebyśmy nie szli ponownie w milczeniu. – Część życia, naturalna, nie ma w tym żadnej tajemnicy. Chyba że jesteś dzieckiem, bo dzieciom w jakiś dziwny sposób nie chcą o tym mówić – powiedziałem, po czym złapałem się na tym, że jeszcze chwila i uśmiechnąłbym się, tak rozmarzyłem się na wspomnienie beztroskich dziecinnych lat. – Nie ma żadnych norm, nikt nie przejmuje się ciałem, dlatego że nasze ciała zostały do tego stworzone przez matkę naturę, a ta wie najlepiej co jest dla nas dobre. Bez seksu, czy jak to pięknie ujęłaś, kopulacji – podkreśliłem to słowo z emfazą – nie ma życia, nie w naszym świecie… Jednak wciąż zastanawiam się jakim cudem rodzą się mali Kasandrosi skoro w waszym kulcie nie ma mowy o czymś tak przyziemnym, obrzydliwym, zwierzęcym i podłym jak seks – wypaliłem, przerywając w dość niespodziewany sposób swój wywód.
Czułem, że zaczynam się rozkręcać. Sam jednak nie wiedziałem, czy to dobrze, czy wręcz przeciwnie. Jeszcze trochę i mogłem powiedzieć coś, czego będę później naprawdę żałował. Zacisnąłem mocno zęby i postanowiłem, że muszę nad sobą lepiej panować.
Podniosłem wzrok znad zakapturzonej głowy kobiety idealnie w tej chwili, żeby zauważyć postać wybiegającą z węższej uliczki, za którą goniły przekleństwa i krzyki. Zdążyłem tylko zanotować tyle, że potężny mężczyzna dźwigający jakiś wór pędzi po trasie kolidującej z trasą księżniczki. Prościej mówiąc, zapierdala prosto na nas, a dokładniej na kobietę obok mnie. Nie zdążyłem pomyśleć co robię, kiedy moje dłonie odruchowo wystrzeliły do przodu, jedną dłonią złapałem rękę księżniczki na wysokości łokcia, po czym mocno szarpnąłem w swoją stronę, jednocześnie odskakując w tył. Zbir przebiegł obok nas, a za nim tabun strażników jakiegoś bogatszego kupca.
Nie powinienem był tego robić, pewnie nie.