Seth
Wciąż patrzyłem z góry na jej
głowę pod materiałem, kiedy usłyszałem dochodzące stamtąd syknięcie. Tym razem
nie powstrzymałem krzywego uśmiechu niewiele mającego wspólnego z prawdziwą
radością – po prostu cieszyłem się faktem, iż pierwszy raz mogę zwrócić się tak
do Kasandrosa i nie zawisnąć jeszcze tego samego dnia na stryczku. Z każdą
kolejną chwilą chciałem posunąć się jeszcze dalej w tej rozmowie, z której
podobno mają nie być wyciągane konsekwencje. Podobno, słowo-klucz.
Zdziwił mnie jej słowotok. Tyle
informacji… I tyle złości w tych słowach… Czy to też tylko część gry? Ale chyba
nie kłamała – z tego co wiem, ograniczając się do strzępków informacji
dostępnych publicznie o Kasandrosach, chyba faktycznie mieli jakiś dziwny kult
ciała. Nie rozumiałem tylko jaki miała cel, mówiąc mi to wszystko. Owszem,
udawanie normalnej rozmowy to jedno, ale gadanie o ich rasie zamiast o pogodzie
to zupełnie inna para kaloszy. Czekała mnie jeszcze większa niespodzianka,
kiedy to zaczęła mówić o seksie i ich wadach, czy też eksperymentach, głosem
całkowicie wypranym z uczuć. Na chwilę oniemiałem. Coś tu mi się nie zgadzało,
chociaż nie mógłbym wskazać, co dokładnie. Z jednej strony, księżniczka mówiła
o wadliwości w odniesieniu do emocji, z drugiej strony sama przed chwilą
wydawała się wzburzona. Miałem mętlik w głowie. Zamiast cokolwiek rozwiązać i
czegokolwiek się dowiedzieć, wszystko robiło się tylko bardziej skomplikowane.
Musiałem w wolnej chwili usiąść i głębiej nad tym pomyśleć, ułożyć sobie w
głowie to, co widzę i znam oraz to, co powiedziała o swojej rasie księżniczka.
Więc czy to prawda? Czy legendy i
podania w tym się nie mylą i oni naprawdę nie odczuwają emocji? Przynajmniej
nie w takim stopniu, w jakim my odczuwamy. Jaka to ironia losu – mogąc cieszyć
się władzą i pieniędzmi, brakiem zwierzchnictwa i ucisku… Nie mieć uczuć.
– Problemu? – niemal prychnąłem,
na chwilę kompletnie zapominając do kogo się zwracam. Odchrząknąłem tylko,
starając się nie wypluć słów, które cisnęły mi się na usta. „Według was uczucia
to problem?” – Tak, pewnie nawet więcej niż zaspokoiłaś… Thia – dodałem głośniej
po krótkiej pauzie, czując przyjemne palenie adrenaliny w żyłach i
przyspieszone bicie serca. Byłem chyba pierwszym z mojego ludu, który odezwał
się tak do kogoś z rodziny królewskiej, w ogóle z ich rasy. I, co
najdziwniejsze, wciąż chciałem przesunąć granicę dalej.
Minęliśmy kilka kolejnych
skrzyżowań i powoli zbliżaliśmy się do końca tej dzielnicy. Kilka razy jeszcze
przed oczami pojawiła mi się kobieta wykonująca najstarszy zawód świata, ale
nie zaczepiła nas ani jedna. Właśnie wyszliśmy na główną aleję, na której był
zawsze największy ruch, po czym ruszyliśmy dalej z tłumem w stronę targu
warzywnego. Gdybym coś pił, pewnie na słowa kobiety od razu bym to wypluł. Na
bogów! Czy ona się mnie pyta o
zdanie? Pierwszym odruchem była myśl „Nie twój zasrany interes”, ale to
oczywiście zbyt stanowczo naruszyłoby warunki naszej umowy. Nawet ja nie byłem
tak szalony.
– To tylko akt –
odpowiedziałem, wzruszając przy tym ramionami. Zakładałem, że nie była tym
faktycznie zainteresowana, tylko zapytała o to, żebyśmy nie szli ponownie w
milczeniu. – Część życia, naturalna, nie ma w tym żadnej tajemnicy. Chyba że
jesteś dzieckiem, bo dzieciom w jakiś dziwny sposób nie chcą o tym mówić –
powiedziałem, po czym złapałem się na tym, że jeszcze chwila i uśmiechnąłbym
się, tak rozmarzyłem się na wspomnienie beztroskich dziecinnych lat. – Nie ma
żadnych norm, nikt nie przejmuje się ciałem, dlatego że nasze ciała zostały do
tego stworzone przez matkę naturę, a ta wie najlepiej co jest dla nas dobre. Bez
seksu, czy jak to pięknie ujęłaś, kopulacji – podkreśliłem to słowo z emfazą – nie
ma życia, nie w naszym świecie… Jednak wciąż zastanawiam się jakim cudem rodzą
się mali Kasandrosi skoro w waszym kulcie nie ma mowy o czymś tak przyziemnym,
obrzydliwym, zwierzęcym i podłym jak seks – wypaliłem, przerywając w dość
niespodziewany sposób swój wywód.
Czułem, że zaczynam się
rozkręcać. Sam jednak nie wiedziałem, czy to dobrze, czy wręcz przeciwnie.
Jeszcze trochę i mogłem powiedzieć coś, czego będę później naprawdę żałował.
Zacisnąłem mocno zęby i postanowiłem, że muszę nad sobą lepiej panować.
Podniosłem wzrok znad
zakapturzonej głowy kobiety idealnie w tej chwili, żeby zauważyć postać
wybiegającą z węższej uliczki, za którą goniły przekleństwa i krzyki. Zdążyłem
tylko zanotować tyle, że potężny mężczyzna dźwigający jakiś wór pędzi po trasie
kolidującej z trasą księżniczki. Prościej mówiąc, zapierdala prosto na nas, a
dokładniej na kobietę obok mnie. Nie zdążyłem pomyśleć co robię, kiedy moje
dłonie odruchowo wystrzeliły do przodu, jedną dłonią złapałem rękę księżniczki
na wysokości łokcia, po czym mocno szarpnąłem w swoją stronę, jednocześnie
odskakując w tył. Zbir przebiegł obok nas, a za nim tabun strażników jakiegoś
bogatszego kupca.
Nie powinienem był tego robić,
pewnie nie.