piątek, 7 kwietnia 2017

20.

Amarantha 

      Buczenie w głowie ponownie się odezwało. Okropieństwo, najgorsze jest jednak to, że nie mają trybu "cichy". Jakoś trzeba było sobie z tym radzić. Przy lepszym skupieniu się na posiłków ten dźwięk aż tak bardzo nie irytował. Także dało się z nim wysiedzieć aż do samego końca posiłku ...
    Reszta towarzystwa również zaczęła nas opuszczać kiedy tylko jedzenie zostało spożyte. Ja z Justalem również nie siedzieliśmy tutaj dłużej, niż trzeba. Każdy udał się w swoją stronę by zakończyć już ten dzień. Najgorsze z dnia dzisiejszego jednak dopiero mnie czekało. Musiałam poradzić sobie z parą królewską, co łatwym zadaniem wcale nie było, tym bardziej przyjemnym.
 Dopiero gdy miałam pewność, iż nikogo nie ma przy drzwiach skupiłam swe myśli na urządzeniu w głowie. Lekko co prawda wzdrygnęłam się, kiedy tylko zamiast buczenia usłyszałam głos matki.

Czemu  nie raczyłaś odezwać się wcześniej?

          A cóż innego mogłabym usłyszeć od niej? Jak ci podróż minęła? Jak się sprawujesz? Czy nic ci nie zrobili .... Nie, to było niemożliwe. Od żadnego z nich, od nikogo ze swej rasy, nie usłyszałabym takich słów. Już dawno pogodziłam się z tym. 

            Nie mogłam się wcześniej odezwać. Kazałam wam przekazać, że odezwę się jak tylko będę mogła. 

                Niemal warknęłam te słowa z irytacją w głosie. Musiałam się jednak powstrzymać bowiem rozmawiałam z kimś, kto zdecydowanie aż za dobrze potrafił mnie przejrzeć. Królowa za pomocą mego naszyjnika jako hologram stanęła przed mym obliczem. Jak zawsze musiałam się skłonić, bo nawet jeśli byłam jej córką, stałam w hierarchii niżej.
              Leandrea, bo takie nosiła imię, była niczym prawdziwy duch. Była tak blada iż niemal wszędzie było widać blade żyłki, w dodatku jej głowę zdobiły sięgające ziemi białe i proste włosy. Korona którą nosiła była wykonana z białego złota przyozdobiona diamentami i innymi kamieniami szlachetnymi o jasnych, niemal białych barwach. Wszędzie gdzieś coś lśniło, nie ważne czy wplecione w pasma włosów, w materiał obszernej sukni czy też dookoła oczu. Cóż, jeśli zaś o nich mowa ... one były najgorsze ... Jej oczy były jak czarna dziura, przepaść do której można niezwykle łatwo wpaść. Czerń gorsza i mroźna niż cokolwiek, co na tym świecie istniało, w połączeniu z ostro odstającymi kośćmi policzkowymi ... tak, zdecydowanie osoba, z komórki jajowej z której to ja się zrodziłam, była najgorszym ucieleśnieniem Kasandrosa. Dobrze, że dla mnie wybrali takie cechy i nie zrobili ... czegoś podobnego do niej. Może nie chciała mieć rywali w swym "pięknie" ? Z pewnością. Nawet mój ojciec wyglądał o wiele bardziej ... ludzko, jeśli tak mogę powiedzieć o swej rodzince ...

         Przypominam ci Amarantho, że to nie tobie dane jest ustalać coś takiego, masz jedynie ustosunkować się do naszych rozkazów. Nie zapominaj gdzie jest twe miejsce.

            Spuściłam głowę jeszcze niżej a następnie wzięłam kilka głębszych wdechów i wydechów by oczyścić się ze wszystkich emocji. Nie mogłam po sobie pokazać kompletnie nic. Totalna obojętność. Teraz jednak musiałam pokazać, że jej ulegam, że uznaję jej wyższość.
             Oczywiście, jakbym śmiała. Racz mi w takim razie wybaczyć mą śmiałość ... Zgaduję jednak, że chcecie wiedzieć tego, czego dzisiaj się dowiedziałam ...

                    Podniosłam na nią spojrzenie, czy raczej na hologram przedstawiający jej osobę a następnie zaczęłam wszystko dokładnie opowiadać. Starałam się nie pominąć żadnego szczegółu. W końcu nie chciałam, by pomyślała sobie, iż śmiem coś przed nią ukrywać.
               W każdym razie była usatysfakcjonowana z moich relacji, chociaż nie spodobał jej się fakt, że ktoś śmiał się zbuntować, gdy ja tam byłam. Ona jednak jak i ja, nie miała złudzeń, iż mieszkańcy Dzikich Miast, potrafią zapanować nad buntami tak, jak czyniono to w Missynoue...
           Po rozmowie mogłam udać się na odpoczynek. Najgorsze było jednak to, że musiałam radzić sobie z tym wszystkim co miałam na sobie, sama. Nie mogłam się jednak jeszcze przemóc, aby pozwolić komuś na pomoc ...
           Koszmary, okropieństwo, szczególnie gdy noc w noc widzisz świat zza szkła kapsuły. Czujesz tyle kabli podłączonych do siebie a wszystko co słyszysz to dźwięk maszyny utrzymującej cię przy życiu ... Zdecydowanie nie były to miłe wspomnienia, jak na złość to właśnie te okropieństwa najlepiej potrafiłam zapamiętać.
         Nad rankiem obudziłam się zlana potem. Chociaż byłam księżniczką, me usta opuściło wiele przekleństw tego dnia. Powinnam chyba coś dodatkowego na to brać.
       W każdym razie gdy tylko sama zajęłam się sobą  by móc na spokojnie opuścić pokój. Zanim jednak mogłam udać się na posiłek, skierowałam swe kroki w stronę części pałacu w której to znajdowały się garderoby. Musiałam upewnić się z co do jednej rzeczy ...
        Na wejściu oczywiście usłyszałam dosyć ciekawą wymianę zdań pomiędzy garderobianą a dobrze mi już znanym sługą. Oczywiście zaraz wszystko umilkło gdy tylko pojawiłam się im w polu widzenia.
    - Czyżby były jakieś problemy ?- tutaj zwróciłam się do kobiety, która to była odpowiedzialna za stroje. Oczywiście pod mym spojrzeniem wydawać by się mogło, iż momentalnie pobladła a jej spojrzenie zaraz zainteresowało się stopami. Na pewien sposób uwielbiałam to, czułam wtedy pełnie władzy jaką posiadałam.
       -  T ... ten służący nie chce ... przyjąć stroju który ... został ... przygotowany ... - głos był wyjątkowo niepewny, byłam ciekawa czy w przypadku Justala, również tak okazywała zdenerwowanie.
        Z kobiety spojrzenie zawędrowało na mężczyznę i teraz na nim się zatrzymało. Zdecydowanie musiałam utrzymywać pewien dystans aby przypadkiem nie patrzeć na niego z dołu, bowiem jeśli ktokolwiek śmiał na mnie spoglądać z góry, w dodatku ktoś gorszy, mógł stracić kończyny i to bardzo szybko. Tak by przypadkiem zbyt długo nie cieszył się swym wzrostem.
                Zmrużyłam nieco swe powieki a następnie rzekłam tak,by mieć pewność iż zostanę dobrze zrozumiana.
       - Strój jaki od dzisiaj masz nosić, został wybrany przeze mnie i to za moim rozkazem zostaje on zastąpiony ten poprzedni. Jeśli masz już być moim sługą, chcę być odpowiednio wyglądał. Czy się rozumiemy? - chociaż w mym głosie nie było wiele emocji,na samej granicy niemal się pojawiły, to jednak i tak miały w sobie odpowiednią siłę. Nie śmiałam mieć wątpliwości iż pod mym spojrzeniem nawet najwięksi i najtwardsi mężczyźni miękli i uciekali gdzie się da. Tutaj również osiągnęłam to, co chciałam.
      Mimowolnie lewy kącik ust mi drgnął z zadowolenia. Była to jednak bardzo krótka chwila bowiem znów opadł, jak gdyby nigdy nic.
          - Przebierz się w niego od razu, chcę zobaczyć, czy wszystko dobrze pasuje - musiało w końcu być wszystko idealnie tak, jak ja tego chciałam. Materiał jaki wybrałam był drogi ale nie równał się i tak z tym, co nosiliśmy. Przy tym jednak pozwalał skórze oddychać to też organizm nie przegrzewał się, złoto zaś ... było ode mnie. By całość lepiej się komponowała jak i również, by było widać, że nie jest to pierwszy lepszy wojownik.