piątek, 7 kwietnia 2017

18.

Amarantha 

   Gdy tylko załatwiłam to co miałam w swym pokoju skierowałam swe kroki w stronę pomieszczenia, w którym miał być podany posiłek. Przy okazji dla mnie był to dobry sprawdzian, bowiem miałam okazję zobaczyć, na ile udało mi się zapamiętać rozkład pomieszczeń. Taki niewinny teścik, i o dziwo ... moja pamięć mnie nie zawiodła. Wystarczyła mi chwila skupienia a mój umysł zaraz potrafił wszystko sobie przyswoić. Codziennie jednak musiałam mieć pewność iż dbam o niego aby przypadkiem nie pojawiły się jakieś uszczerbki. W końcu jak powszechnie wiadomo, pamięć z czasem staje się gorsza jeśli nie dba się o nią dostatecznie dobrze.
      W pomieszczeniu byli chyba już wszyscy, chodzi mi oczywiście o tych wyżej postawionych, reszta nie miała dla mnie aż takiego znaczenia. Chociaż służba zajmująca się posiłkiem wkrótce po mym zjawieniu się zaczęła zastawiać stół. Przed mymi oczami pojawiły się przeróżne potrawy. W dodatku nie brakowało również różnego rodzaju napojów. W powietrzu unosił się przyjemny zapach jedzenia, aż żołądek zacisnął się mocniej. Dziękowałam sobie po cichu w myślach za to, że nie zaczął mi burczeć, bowiem nie było to coś estetycznego, nawet jeśli to była rzecz prosta i naturalna dla każdego.
     Posiłek zaczął się więc każdy na swój talerz zaczął nakładać posiłek. Ja sięgnęłam po jakiś rodzaj mięsa z ciekawie wyglądającym sosem. W między czasie jednak słuchałam tego, co inni mówili, bo całkowitego milczenia u nas nie było. Moje spojrzenie zawędrowało znad talerza na narzeczonego, kiedy zaczął rozmawiać z ... posłańcem z innego Dzikiego Miasta. 
    Nie jaki Aldren potrzebował widocznie mojego narzeczonego a raczej jego osoby. Zatrzymałam się na chwilę z tym co robiłam i teraz uważnym wzrokiem mierzyłam tę dwójkę rozmawiających ze sobą mężczyzn. Wkrótce jednak zostałam włączona do ten konwersacji. Justal jako jedyny tutaj potrafił patrzeć mi bezpośrednio w oczy, wiedziałam że nie patrzy na usta, nos, czoło, tylko idealnie w me oczy. Mało kto potrafił na to się zdobyć.
      W jego tonie jednak słyszałam już, że tak naprawdę zostałam postawiona przed faktem dokonanym. Trochę nie podobało mi się to, ale nie wyraziłam swego niezadowolenia w widoczny sposób.
      - Decyzję już podjąłeś, więc nie widzę powodu być musiał się mnie pytać. Poza tym doskonale rozumiem, iż jako Szlachcic masz swoje obowiązki, nie wymagam twej obecności przy mnie dwadzieścia cztery godziny na dobę. Droga wolna, ja nie uznam twej nieobecności jako obrazy ... - sama również patrzyłam bezpośrednio na Szlachcica, a później na tego, który był wysłańcem, ten z kolei uciekł już swym spojrzeniem bowiem nie potrafił tego, co jego rozmówca z wcześniej.
       Tym razem chyba była to moja najdłuższa wypowiedź, jaka opuściła me usta po przyjeździe tutaj. Naprawdę. Jednak ... byłam nawet zadowolona, że mi go zabierają. Przynajmniej mogłam mieć cały dzień na swój prywatny obchód, to zaś dawało idealną okazję do ...
        - Dobrze ... - tutaj się chwilowo zawahał, jednak stopniowo jego ciało opuszczało napięcie. Rozluźniał się coraz bardziej- Nie zostaniesz jednak całkowicie sama, mój prezent dla ciebie tutaj zostanie, by dotrzymać ci towarzystwa.
        W tej właśnie chwili nóż którym już kroiłam sobie mięso dosyć głośno uderzył w talerz. Zdecydowanie nie byłam z tego zadowolona a potok przekleństw cisnął mi się na usta. Nie mógł ... ten jeden raz jednak zabrać swoich ludzi ze sobą, abym mogła mieć pełną swobodę? Nie, oczywiście, że nie mógł. 
        Ponownie na niego spojrzałam po czym rzekłam krótko "Dobrze", by zaraz potem stracić już nimi zainteresowanie i skupić się na posiłku. Delikatnie jednak kątem oka odszukałam swego służącego. Co ciekawe, Justal musiał odesłać go na jakieś lepsze leczenie, bowiem na jego ciele nie było widać śladów po tych obrażeniach z wcześniej, w każdym razie jego rany nie zagoiły by się tak szybko i dobrze same z siebie ...
     No cóż, miałam nadzieję, że ten Vashir nie utrudni mi jutrzejszych planów ...