Amarantha
Tym razem pozwoliłam sobie nieco na ułatwienie wejścia do pojazdu. Uczyniłam to jednak w niewielkim stopniu, by przypadkiem nie musieć już korzystać z niczyjej pomocy. Ugh, na swój sposób było to uciążliwe, bowiem nie miałam zamiaru ze wszystkim radzić sobie sama, nie mogłam jednak od tak się przemóc, by każdy służący nagle mógł dotykać mej skóry.
Wcale nie byłam zaskoczona gdy sługa nie uciekł z podkulonym ogonem. Z pewnością wtedy nie byłby pupilkiem Justala. Bo jak szczycić się wtedy z takowej osoby? W żaden sposób się nie da.
W każdym razie jeśli chodzi o pochód to było tylko gorzej. Oczywiście chodzi mi pod katem ilości osób, które się pojawiły. Musiałam jednak to przełknąć niczym niezbyt przyjemne lekarstwo. Na całe szczęście nie miałam konkretnej daty która by mnie goniła, to też liczyłam iż nadarzy się jeszcze więcej okazji by z wszystkim dokładniej się zorientować. W tej jednak sytuacji potrafiłam znaleźć plusy, bowiem coraz lepiej zapoznawałam się z strukturą społeczną, jak i również tym, jak ona tutaj funkcjonuje. Mojej uwadze nie uciekało zbyt wiele, to też aż tak nie miałam co narzekać.
Podczas tej podróży zdawkowo się odzywałam, gdy się mnie o coś pytano. Udzielałam jak zawsze krótkich jak i również rzeczowych odpowiedzi. Nie widziałam w końcu powodu by się bardziej rozpowiadać skoro można to było zrobić o wiele prościej. Znając jednak królową, wiedziałam, że ta użyłaby tak kwiecistego języka, iż samo potwierdzenie czegoś zajęłoby jej kilka minut. Tutaj nieco się różniliśmy, ale nie miało to jakoś większego znaczenia, poza tym czego oni nie słyszeli, mnie w żaden sposób nie "bolało".
Nasz obchód dobiegł końca a my byliśmy z powrotem pod pałacem Justala. W myślach skrzywiłam się, bowiem czekała mnie rozmowa z jednostkami rodzicielskimi... Dzień dobiegał końca, więc nie było żadnych przeciwwskazań ...
Wejście a zejście z takowego pojazdu to dwie różne rzeczy. Z niezadowoleniem musiałam znów sobie jakoś poradzić ale udało mi się zachować odpowiednią dla siebie grację, przy tym nie korzystając z pomocy kogokolwiek. Na swój sposób naprawdę robiło to się uciążliwe, lecz prędzej czy później musiałabym się do nich przyzwyczaić. Jakby nie patrzeć, miałam tutaj spędzić ... zdecydowanie długi czas.
Chociaż kusiło by iść już w stronę swego pokoju, w celu przyszykowania się na wieczorny posiłek, musiałam poczekać jeszcze na swego narzeczonego. Nie mogłam wiecznie go trzymać na dystans bowiem to jedynie oddaliłoby mnie od zamierzonego celu. Dalej jednak nie pozwalałam mu na naruszenie pewnych wyznaczonych przez siebie granic.
Gdy tylko miałam już przy sobie Justala powoli wraz z nim ruszyłam do wejścia, gdzie czekał już na nas jeden ze służących. Osobiście jednak już nie poświęcałam mu swej uwagi. Miał przecież wybór, sam decydował wtedy ... W każdym razie teraz szedł z nami, chociaż trzymał się jak na sługę przystało w odpowiedniej odległości za nami.
- Czy jest coś, na co byś miała ochotę moja droga? Służba z pewnością to przygotuje dla ciebie -zwolniłam nieco swego kroku a następnie spojrzałam na niego w chwilowym zastanowieniu. Z jednej strony chciałam powiedzieć coś o tych silniejszych przyprawach by móc czuć to co jem, z drugiej jednak strony nie byłam pewna jak by to zostało odebrane, to też musiałam powiedzieć to co należało, nie to co chciałam -Dzisiaj nie ma takowej rzeczy, co zostanie podane, spożyję- co niekoniecznie było prawdą, bo jeśli coś mi nie podejdzie już z wyglądu, nie będę się nawet silić by to spróbować.
- Rozumiem ... - gdy mi odpowiedział, nie poświęcałam mu już więcej swej uwagi jeśli chodzi o spojrzenie. Dzisiejszy dzień chciałam już zakończyć. Musiałam zastanowić się nad swoim planem na dzień jutrzejszy ...
Przeciągnęłam swoją dłonią po jasnozielonych włosach w zamyśleniu. Równie dobrze mogłam lada moment dostać od pary królewskiej konkretne polecenia, które tak czy siak musiałaby, wykonać, niekoniecznie z chęcią.
Z przyjemnością przyjęłam wiadomość iż dotarłam do własnego pokoju.