środa, 5 kwietnia 2017

12.

                Amarantha  

       To, co zobaczyłam zdecydowanie nie spodobało mi się. Liczyłam, że to będzie nasz obchód, mniejszy, i zdecydowanie umożliwiający mi lepsze skupienie się na okolicy. To wszystko odbiegało od mych wyobrażeń zdecydowanie za mocno. Musiałam przygryźć wnętrze policzków nieco mocniej, aby przypadkiem nie dać po sobie poznać tego, co w mym wnętrzu przez tę chwilę się działo.
            Poczynania mojego narzeczonego nie podobały mi się, jednak postanowiłam, by nic z tym nie robić. Na chwilę obecną bowiem przysporzyłoby mi to więcej problemów i niedogodności, aniżeli jakiegokolwiek pożytku, a ja zdecydowanie nie należałam do osób, które robią coś bez późniejszego zysku. 
       Z niezadowoleniem musiałam stwierdzić, iż wejście do wozu wymagało ode mnie większego wysiłku niż z początku było to planowane. Gdybym była w swojej zwykłej formie, może i bym sama się nawet z tym uporała, jednak mając na sobie dalej tę suknię, moje ruchy dodatkowo były utrudnione. W przeciwieństwie do mego mechanicznego zwierzęcia, nad tym pojazdem, od tak kontroli nie mogłam przejąć. Wniknięcie w jego wnętrze, poruszeniem czego trzeba aby łatwiejsze było wejście do środka na chwilę obecną chociaż niezwykle popisowe niezwykle nie opłacalne. Chociaż bardzo tego nie chciałam, i niezwykle walczyłam z większą częścią siebie. musiałam przyjąć pomoc sługi. Zagryzłam jednak wargę, a swe spojrzenie już utkwiłam w innym miejscu. Nie patrzyłam, nie widziałam, ignorowałam. Postanowiłam potraktować go jak przedmiot. Żyjący ale jednak przedmiot. To mi ułatwiło bowiem sprawę, i gdy tylko poruszyłam się, użyczyłam jego wyciągniętej dłoni aby z łatwością wstać.
         Tak jak za każdym razem gdy miałam z kimś kontakt fizyczny, poczułam cierpki posmak na języku a mój żołądek skręcił się z niezadowolenia. Przełknęłam jednak to wszystko. Żaden mięsień nie poruszył się na mej twarzy. 
       Gdy już usadowiłam się wygodniej na swoim miejscu , rozejrzałam się po zebranych tutaj. Jakże byli mi zbędni! Nie chciałam ten jeden raz atencji, nie chciałam być w centrum zainteresowania, bowiem to było mi nie na rękę. Ku memu niezadowoleniu, musiałam to wszystko znieść. Doprawdy,  rodzice rzucili mnie na głęboką wodę.
         Justal był już nieco wytresowany przeze mnie. Tym razem zachował już pewną odległość gdy usiadł przy mnie. Co prawda na zbyt wiele nie miałam co liczyć, ale byłam zadowolona, że nie wykorzystał okazji i nie pchał się tym swoim cielskiem na mnie. 
          Nie minęło wiele czasu nim każdy się ustawił na swoje miejsce. Zdecydowanie popsuł mi plany, a liczyłam na tak wiele ... Przynajmniej słońce nie raziło mnie. Nie mogłam się doczekać gdy wzejdzie księżyc. W sekrecie ... uwielbiałam go. Ta delikatna, tajemnicza wręcz, poświata, jaka z niego emanowała ... Kochałam ją. Nigdy jednak nie mogłam być bezpośrednio pod nimi ...Tak bardzo bariera nas oddzielała.
            - Czy możemy ruszać kochana? - o mały włos nie prychnęłam kiedy usłyszałam te słowa. Te jego "czułostki" obrzydzały mnie. W mych oczach nawet on był tylko kolejnym wijącym się robalem pod mym obcasem. Jakże łatwo byłoby go zaatakować, wykorzystać otoczenie, w końcu tak blisko mnie był ... Dlaczego rodzina chce się w to wszystko bawić? Przecież już teraz mogłam dla nich zrobić tak wiele ...
             - Oczywiście, nie ma co tracić czasu. Powiedzmy, iż wykazuję coś podobnego do zainteresowania tym miejscem - nie ciekawość a właśnie zainteresowanie, a i tak, jeszcze nie było nim w pełni. To jednak w jakiś dziwny sposób ucieszyło mego narzeczonego. Na wszystkich pierwszych, nie jestem aż tak zainteresowana tym miejscem ...  O mały włos a bym wywróciła oczami. Cholera.
          I tak oto obchód miasta zamienił się w pochód... Nie mogłam się w dodatku skupić dokładnie, bowiem za dużo osób było, działali na mnie rozpraszająco. Jak miałam zapamiętać rozkład i szczegóły, kiedy słyszałam ich rozmowy? W dodatku mój narzeczony zadbał o to, by chyba każdy nas najpierw słyszał, a potem widziałam. 
          Szczycił się tym wszystkim. Niczym paw swój ogon, on mnie pokazywał innym. Widziałam, że korciło go, by się zbliżyć, ale siedział akurat po stronie z bransoletką, więc nie mógł sobie pozwolić na ryzyko.
              Wszystko posuwało się bardzo powoli. Chcąc nie chcąc moje spojrzenie zamiast na budynkach, często zatrzymywało się na otaczających nas ludziach. Masowa zasadzka również nie byłaby problemem. Tak łatwo byłoby dostać ich w swoje ręce ... W mych myślach pojawiało się niemal tysiące sposób, jak mogłabym ten pojazd wykorzystać, gdybym musiała. Każda jedna zapewniała mi odpowiedni rezultat.
              W swym zamyśleniu nie zauważyłam, iż mój wzrok tkwił od jakiegoś czasu w jednym miejscu. Dokładniej mówiąc, zatrzymał się on na jednej ciemnoskórej osobie.  Jeszcze dokładniej mówiąc, na mym nowym służącym. Swoją drogą ... on miał być moim pierwszym, takim prawdziwym  m o i m   służącym. W Missynoue  podlegali najpierw moim rodzicom, później mnie, tutaj miało być inaczej. Na swój dziwny sposób, odczuwałam to inaczej, tak ... pozytywnie.
           Cholera, kiedy te leki zaczną działać jak należy? Kiedy w końcu przestanę być wadliwa? Jak głosić ideały skoro samemu się nie jest nim ...?