wtorek, 4 kwietnia 2017

10.


             Amarantha 
       
         Moja wola walki była zdecydowanie silniejsza niż mogłabym się tego spodziewać. Doskonale znałam możliwości swego ciała, aczkolwiek były dni, w których potrafiłam samą siebie zaskoczyć. Wracając jednak do tego co było tu i teraz, łoże. To była pierwsza rzecz, której bliskości potrzebowałam. Powoli sunęłam w jego stronę a gdy tylko miałam pewność, że jestem na miejscu, całkowicie się poddałam. Pozwoliłam, by me ciało osunęło się na posłanie. Nawet nie zwracałam uwagi na różnice jakie były pomiędzy tym posłaniem a moim. To się nie liczyło, i tak teraz było mym błogosławieństwem.
        Chłód jaki pożerał mnie od środka zamieniał mnie niemal w lodową statuetkę. Oddychaj, spokojnie, to cię nie zabije, to ma cię tylko wzmocnić. Pozbywa się przy okazji, tego co w nas niedoskonałe. Zabija złośliwe komórki, to naprawdę nic wielkiego. Oni wiedzą co robią.
        Tylko dlaczego to tak bolało? Dlaczego ja to tak czułam? Musiałam zatkać sobie pięścią usta, by przypadkiem nie wydobyć z siebie żadnego zbędnego dźwięku. Absolutna cisza musiała tutaj panować. 
       Przymknęłam powieki odpływając na chwilę. Gdy spałam to wszystko aż tak mnie nie dotykało. Niemniej jednak to, co tkwiło w mej głowie zaczęło wydawać z siebie buczenie o niezwykle uciążliwej częstotliwości. Oni się odzywali. Chcieli ze mną rozmawiać, ale mój stan był teraz zbyt mało stabilny, abym mogła pozwolić sobie z nimi na kontakt. Musiałam to zignorować. Tak długo ja nie wpuszczałam ich, teoretycznie nie mieli wglądu do mych myśli. To było jednak tylko teoretycznie.
      W praktyce znali z pewnością sposoby aby to obejść, albo to co miałam w głowie działało na innej zasadzie. W każdym razie na razie potrzebowałam cholernego spokoju. Rzucili mnie w taką a nie inną sytuację, to niech chociaż trochę spróbują mi zaufać. Obiecałam zdawać im z odpowiednią częstotliwością raporty, nawet jak najdokładniejsze.
         Ostatecznie nie spałam zbyt wiele. Posiłek dosyć szybko pojawił się. Gdy tylko po mej zgodzie jedzenie zostało wniesione, ja już siedziałam dumnie wyprostowana na swym miejscu i czekałam aż służba zrobi co ma zrobić a następnie zniknie. Oszukiwanie tak prostych umysłów nie stanowiło dla mnie problemu. Nie znali mnie aż tak dobrze, więc większość rzeczy uchodziła mi płazem.
        Podeszłam do stołu by zabrać się za spożywanie posiłku. Mój żołądek niemal zaczął mi bić pokłony widząc talerz z różnymi przysmakami. W pełnym spokoju mogłam jeść. Skutki naszych lekarstw nadal czułam co prawda ale gdy zajmowałam się czymś innym, w miarę dobrze szło mi odsuwanie tego, co niechciane na bok.
        Kolejne pukanie. Przerwałam swój posiłek a następnie skierowałam swe spojrzenie w stronę drzwi. 
          - Wejść - osobą, która tym razem tutaj się pojawiła, był mój nowy służący. Odłożyłam sztućce na bok a następnie przekręciłam się tak, by na chwilę spojrzeć w jego stronę- Słucham.
         Mruknęłam w jego stronę by przekazał to, co miał mi do przekazania. Nie sądziłam by miał jakiś inny powód, dla którego mógłby się tutaj pojawić. 
        Zaraz po przekazaniu wiadomości ponownie spojrzałam przelotnie w jego stronę.
         - Dobrze.- oh, zdecydowanie należałam do wyjątkowo rozgadanych osób. Cóż jednak mi się dziwić, gdy w głowie mi buczało, kończyny były jak z lodu wykute a żołądek jeszcze nie dostał tego co chciał? Rozgadywanie się, to ostatnia rzecz, na jaką miałam ochotę sobie pozwolić. - Jeśli to już wszystko, to możesz odejść.
         Sługa jak zawsze skłonił się odpowiednio a następnie zniknął z mych oczu, ja zaś mogłam w końcu skupić się na swoim posiłku. Nie było już takie gorące ale zdecydowanie nadal szeptało wiele obietnic polepszenia mego stanu zdrowia, przynajmniej pod kątem spraw związanych z żołądkiem.
       Do wieczora nieco mi się poprawiło, jednak nie opuszczałam swej komnaty, nie miałam zamiaru ryzykować. Musiałam jednak poważnie przemyśleć parę kwestii jeśli chodzi o służbę. W końcu ktoś musiał pomagać mi przy odzieniu, z kąpielą było nieco inaczej, tak czy siak musiałam jednak być gotowa na tę niechcianą bliskość. Naprawdę żałowałam, że nie mogłam wziąć już kogoś ze swoich, ich bliskość aż tak mnie nie raziła już.
         W końcu jednak musiałam wyjść z pokoju. Jakoś przyodziałam na siebie cieplejszy płaszcz bowiem różnica temperatur dawała mi się we znaki już.
        Powoli i na spokojnie szłam teraz wraz z Sethem, imię samo jakoś w pamięci zostało, do naszego pojazdu na czas obchodu. Oni tylko ułatwiają mi robotę ...