wtorek, 2 maja 2017

52.

Amarantha

       Tak jak ja mu, tak i on mnie nie udzielał zbyt szczegółowych informacji. Szczerze mówiąc nie miałam mu tego aż tak za złe. W pewien sposób może, ale było to wyjątkowo mało istotne. W końcu byłam tutaj dosyć krótko. Nie minęło zbyt wiele czasu od mojego przyjazdu tutaj, to też musiałam być jakoś wyrozumiała. Potrzebowałam dokładnie obmyśleć jak najlepiej załatwić tę sprawę.
      Aż miałam ochotę westchnąć, jednak mój narzeczony jeszcze coś mówił, to też zwróciłoby to jego uwagę. Od czasu do czasu jedynie skinęłam mu głową, by pokazać że słucham go. Na całe szczęście nie musiałam nic więcej się odzywać lub odpowiadać na jakieś pytania.  Moje myśli decydowanie były zapełnione ważniejszymi sprawami. 
         Gdy tylko doszliśmy do pokoju niemal odetchnęłam z ulgą. Chciałam jak najszybciej się przebrać i coś zjeść. Z samym Justalem nie żegnałam się jakoś wylewnie bowiem i tak dane nam będzie się spotkać zaraz przy kolacji. Dlatego wymieniliśmy krótką życzliwość, powiedzmy, a następnie każde z nas udało się w swoją stronę. Muszę przyznać, że gdy tylko udało mi się jakoś zdjąć te ubrania odetchnęłam z ulgą. Naprawdę. Chociaż nasze ubrania były esencją dobrego smaku, szczytem wyrafinowanego stylu, zawsze w modzie, to do cholery, nie zawsze były tak wygodne jakbyśmy tego chcieli. Nie wspominając już przy tym ile niektóre nasze kreacje ważyły, czy jednak ktokolwiek kiedykolwiek by się przyznał do nie wygody? Nie, bo grunt to prezentować się jak najlepiej. Ehh. Sama nie byłam lepsza, jakby nie patrzeć. Chociaż z tą suknią nie było tak źle, mogłam nawet nieco przesadzić, aczkolwiek w stolicy czasami aż się można zmęczyć od samego patrzenia.
      Wzdrygnęłam się lekko a następnie przywołałam się do porządku. Moje myśli zdecydowanie schodziły na zbyt przyziemne tematy, nic nie warte tak naprawdę. Powinnam myśleć o tym jak przydać się parze królewskiej, jak najlepiej wypaść w swej roli, nie zaś o tym jak to sukienka uciska czy pantofelki stópki ocierają, oczywiście czegoś takiego nie uświadczyłam, nie mniej jednak wiadomo co miałam na myśli.
         Męczenie się ze strojem chwilę mi zajęło, niestety, byłam zmuszona załatwić sobie służbę na przyszłość bowiem samodzielne ubieranie się i rozbieranie było niezwykle męczące i zabierało zbyt wiele czasu. Znoszenie dotyku tutejszej służby ... ugh, powiedzmy że nad pewnymi niedogodnościami należy pracować. Z czasem może przestaną być aż tak uciążliwe.            Koniec końców udałam się na posiłek. Muszę przyznać, że jedzenie najbardziej przypadło mi tutaj do gustu, jednak i tego nie powiedziałam na głos. W myślach pozwoliłam sobie na cieszenie się smakiem potraw, każdy najmniejszy kęs powodował tak zakazaną dla mej rasy przyjemność. Mówi się jednak, że to co zakazane, smakuje najlepiej. Musiałam się z tym zgodzić, bowiem to mięso które miałam właśnie w ustach, po prostu pyszności. Nieco słodkie nieco kwaśne, do tego jakieś warzywa i gorący napój ... Mój żołądek był zdecydowanie zadowolony. Ja również.
          Posiłek oczywiście minął nam dosyć szybko, nawet jeśli żadne z nas nie ociągało się z posiłkiem bardziej niż zazwyczaj. On miał z pewnością swoje sprawy a ja chciałam już wrócić do swojego pokoju i jak zawsze zdać raport jednostkom rodzicielskim, a szczerze mówiąc miałam trochę tego. Na samą myśl aż mnie głowa bolała, wiedziałam jednak, że dobiega pora naszego kontaktu, to też po szybkim pożegnaniu się z mym narzeczonym udałam się w swoją stronę.
        Nie ważne czy miałam dla nich złe wieści czy dobre, rozmowa z nimi zawsze była taka sama, totalnie bezbarwna, zero większego zaangażowania. Po prostu przekazywanie potrzebnych informacji. Znów w rozmowie uczestniczyła tylko kobieta, jej mąż prawdopodobnie był zajęty czymś innym. Niemniej jednak byłam pewna, że o wszystkim będzie wiedział tak dobrze, jakby tutaj był i uczestniczył w naszej rozmowie. Ta zaś gdy tylko się skończyła oznaczała iż mogłam wreszcie udać się na posiłek. Mój narzeczony wspomniał, że dnia jutrzejszego mam przygotować się na pewne "atrakcje". Z tego co jednak wywnioskowałam po jego mimice twarzy, nie było to coś tak przyjemnego jak zazwyczaj z pewnością kojarzył to słowo. Nie miałam zbytnio pojęcia na co mam się przygotować i jak, ale zostałam zapewniona, że wszystkiego dowiem się dnia jutrzejszego ... Uhh, miałam tylko nadzieję, że nie będzie to coś uciążliwego, lub w najgorszym razie nie będzie wymagało jakiegokolwiek zaangażowania z mej strony.
        Gdy nastał kolejny dzień dowiedziałam się przy śniadaniu, jak bardzo się myliłam. Jak cholernie mocno się myliłam. Właściwie to co działo się w mym wnętrzu było czymś paskudnym i niegodnym czystokrwistego Kasandrosa. Nie było mowy aby którykolwiek musiał coś takiego przechodzić. Normalny osobnik przyjąłby to bez mrugnięcia powieką. Ja zaś miałam nieco trudności by to przełknąć. Zatuszowałam to jednak posiłkiem i tym, że skupiłam się bardziej na nim samym.
       - Oczywiście, rozumiem i wezmę w tym również udział. - na miarę mych możliwości odpowiedziałam ze spokojem. Tak przynajmniej brzmiało to dla mnie. Jeśli chodzi o to co myślałam o braniu udziału w tym ... święcie tych dzikusów ... uznajmy że należy to traktować jak zabawę z dziećmi. Jakiś dorosły zawsze musi być by mieć ich na oku, tak by się przypadkiem nie zapomnieli. Tak, takie wyjście było najodpowiedniejsze jak dla mnie. 
        Po posiłku udałam się do swojego pokoju by stamtąd przez okno spoglądać na to, co się działo na zewnątrz. U nas nie było czegoś takiego, musiałam jednak wziąć udział w tym ich święcie wraz z swym narzeczonym skoro tak już się działo w tym mieście.
      Stroju dla siebie jak nie widziałam tak nie widziałam. Ponoć jeszcze był w trakcie przygotowań. Nie ma to jak ujrzeć strój chwilę przed założeniem. Oczywiście musiałam podać jeszcze nieco swych wymiarów gdy przyszła jedna ze służących aby przypadkiem strój ze mnie nie spadł czy by nie opinał zbyt mocno. Tak, zdecydowanie byłam coraz bardziej pesymistycznie nastawiona do tego. Czas leciał i leciał a ja nie wyściubiałam nosa jeśli nie musiałam poza pokój.